iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

lubię piosenki Ireny Jarockiej

Moje najstarsze, najbardziej zakurzone wspomnienie muzyczne to Kawiarenki. Przywołują wspomnienia dzieciństwa, konkretnego pokoju i ścian w kolorze beżowym, z brązowymi, modnymi wtedy, szlaczkami. Mdławy zapach i smak rosołu i zbyt gęstej zupy mlecznej.

Resztę pamiętam jak przez mgłę lub dopowiadam sobie zdjęciami zrobionymi aparatem marki Zorka 4. Ale melodia tej piosenki przebija się bardzo wyraźnie.Szczególnie ten kojący głos.

I lubiłam ją nawet wtedy, gdy ubrana od stóp do głów na czarno,wprawiałam w palpitację serca moich rodziców diabolicznym makijażem a'la Robert Smith z ukochanego zespołu The Cure. Tylko, rzecz jasna, do tego się nie przyznawałam, bo jakby to zostało odebrane przez resztę młodocianego towarzystwa, gdybym wyznała im, że lubię piosenki Ireny Jarockiej? :)

Niestety wczoraj Jarocka przedwcześnie odpłynęła w dal [*].

Ale Kawiarenki pozostały. W naszej pamięci, na naszych ustach.Nucimy?

Komentarze (2)
w szponach kofeiny

   Od czego zaczynacie pracę? Nie uwierzę, że od pracy ;)

Niech zgadnę: pierwsze kroki kierujecie do kuchenki, myjecie kubek i robicie sobie kawę. Do kawy ciasteczko i gazetka bądź internet, wszak trzeba być na bieżąco z wydarzeniami w kraju i na świecie. 

Ciekawość nas zżera co dzisiaj nowego napisali o znienawidzonym kapitanie Schettino....może był feralnego wieczoru pijany, może naćpany....a może zwyczajnie stchórzył? nie, trudno w to uwierzyć...a może chociaż w ładowni zamknięty z tajemniczą blondynką sprawdzał swą męskość? 

Och, Ci Włosi......Francesco ma wygląd typowego lowelasa z lat 80 tych: spod rozchełstanej koszuli wystaje bogate futro, fryzura typu: plereza i złoty sygnet na palcu....mimowolnie przypomina mi się stara piosenka...jak to leciało?ach....Ragazzo da Napoli przyjechał Mirafiori na sam trotuar wjechał kołami...dalej jakoś tak ...Twój ragazzo forda capri ci nie kupi,"Buona notte" pewnie też nie powie ci.Jeszcze wierzysz, że dla ciebie śpiewa Drupi,Ciao bambina, spadaj mała, tam są drzwi.

No, nie wiem czy ktoś pamięta jeszcze tę piosenkę oprócz mnie?

http://www.youtube.com/watch?v=GsRQzTe_Sk0&feature=related


Ale w sumie nie o tym miał być ten wpis....miał być o fatalnych skutkach kofeinowego nałogu. Najlepiej zobrazuje to tekst Gałczyńskiego

W szponach kofeiny czyli "Straszne skutki niedozwolonej operacji".

Scena I
 
Robert:
I love coffee. I love coffee. Kocham kawę. Pić. 
 
Robertowa:
Robercie, przestań żłopać tę ohydną kawę.
Przecież wiesz, jak kawa okropnie szkodzi ci na serce. 
 
Robert:
(z piekielnym błyskiem w oczach)
Na co?
 
 
Scena II
 
Robert:
Czy pan jest szarlatanem Jamayką? 
 
Szarlatan Jamayka:
Tak jest. Zmieniam płeć i wzrost. Uwłosiam. Odmładzam. Wykonuję cudy.
Na życzenie unoszę się w powietrzu jako miss Ofelia w postaci metamorfozy.
Specjalność zęby i serce. 
 
Robert:
Niech pan rypie. 
 
Szarlatan Jamayka:
Co? Ząb? 
 
Robert:
Nie. Serce. 
 
Szarlatan Jamayka:
Kto nie chce kochać, kto chce pić kawę,
niech wie, choć to brzmi jak bajka,
że leczy każdą sercową sprawę
sławny szarlatan Jamayka.
 
800 złotych proszę do skrzynki.
Dziękuję. Nóżki na łóżko.
Nożykiem ko-ko. Kozikiem ki-ki;
hopla, kochane serduszko!
(usuwa serce Robertowi. Robert natychmiast idzie na kawę) 
 
Scena III
 
 
Robertowa:
Nareszcie wróciłeś, ukochany. Jest doskonała grochówka w stołówce. 
 
Robert:
Nigdy. I love coffee. Kawa. Teraz już kawa wyłącznie. 
 
Robertowa:
Znowu kawa. Ty sobie do reszty zniszczysz serce, Robercie. 
 
Robert:
O, teraz już nie. 
 
Robertowa:
(zauważa czarną czeluść w miejscu, gdzie Robert normalnie nosił wieczne pióro)
Wielkie nieba, jak ty dziwnie wyglądasz!
Przysuń się do mnie.
Pocałuj.
Na Jowisza, zupełnie nie słyszę bicia twojego serca. 
  
Robert:
I nie usłyszysz więcej.
Za skromne 800 złotych kazałem sobie serce usunąć.
I teraz bez obawy o apopleksję będę dniem i nocą pił kawę.
I love coffee. Pić. Pić. 
  
Robertowa:
(podaje mu wiadro z kawą) 
 
Robert:
(rozczarowany*)
Kawa mi nie smakuje. Pocałunki odpycham.
Okazuje się, że we wszystko trzeba wkładać serce.
A teraz już serca nie mam.
I dlatego też nie mogę kochać ani kawy, ani ciebie, Robertowo.
Czymże jest życie?
(rzuca się w przepaść) 
  
K U R T Y N A
  
Konstanty Ildefons Gałczyński

Teatrzyk Zielona Gęś
1946

 :)))))

Komentarze (4)
pracownik-niewolnik, korporacja-plantacja !

Konflikt jest sposobem Zarządzania. Tej metodzie wierny jest mój pryncypał, który generalnie przez cały czas nie tylko świadomie wywołuje konflikty między zespołami, żeby wyciągnąć nas z marazmu, ale też nieumyślnie. Ilość jego wrogów wewnątrz organizacji jest proporcjonalna do wiedzy merytorycznej. Z jednej strony- niezastąpiony, z drugiej- znienawidzony!Nie tylko przez swoich podwładnych, ale też i osoby współpracujące.

Ale jest na tyle inteligentny i przebiegły, że nigdy nie strzela do wszystkich jednostek na raz. Zawsze zostawia sobie kogoś, komu może się pożalić. Od wczoraj pełnię rolę jego psychoterapeutki, tym samym na chwilę przestałam być jego wrogiem nr 1 ...hehehe...nie na długo zapewne ;)

W konflikt nie jestem osobiście zaangażowana. Ale sprawę znam z obu stron. Został oskrażony o mobbing. Ciężkie oskarżenie, ale nieeskalowane narazie na zewnątrz.Trochę mi go nawet żal, widać, że chłopaczyna jest lekko przybity i szuka moralnego wsparcia. Ale z drugiej strony zasłużył sobie. Problem jest poważny, bo facet nie traktuje ludzi z szacunkiem, uważa wszystkich za debili i palantów, którzy nie potrafią napisać maila.Wtrąca się w każdą rzecz, zasypuje nas oczywistymi radami, wylicza co do sekundy czas przerw i oczekuje, że będziemy siedzieć po 10 godzin w pracy, tak jak On. Zwolnienia lekarskie, urlopy i kończenie pracy po 8 godzinach uważa za  brak zaangażowania w pracę i małostkowe. Ostatnio przyłaził chory do pracy, dzięki czemu zaraził dwie osoby [ również piszącą te słowa], które w bezczelny sposób to wykorzystały i wzięły zwolnienie na tydzień !

Ja sobie z tym radzę. Ponieważ jestem wredna, pyskata i kompetentna nie daję sobą pomiatać. I wobec takiego szefa to działa. Czego by nie wymyślił, co by nie powiedział, ja i tak postawię na swoim!Wydaje mi się nawet, że On mnie za to szanuje.Cóż, podobno mężczyźni kochają zołzy;)

Ale zdarzają się słabsze jednostki, na których się z upodobaniem wyżywa.Udaje mu się to doskonale, bo tamtym brakuje asertywności i mają niską samoocenę.

Moim zdaniem to działa tak jak w związku między dwojgiem ludzi. Nie można dać się wykorzystać i pozwolić, aby jedno żyło kosztem drugiego.Związek musi być partnerski a nie pasożytniczy. Wspólna nie tylko sypialnia ale i kuchnia. W dobrze pojętym interesie obojga leży wzajemny szacunek, praca i równowaga sił. 

Wystarczy te zasady przenieść na grunt zawodowy a wszystkim nam powinno się nie tylko lepiej  pracować, ale może i z przyjemnością przychodzić do biura. 

Tylko czy ja powinnam mu to powiedzieć?

Na koniec smaczny cytat: minister Radek Sikorski w pewnym wywiadzie na tematy damsko-męskie powiedział tak:

Silna kobieta w małżeństwie nie jest problemem. Takie małżeństwo jest jak polityka zagraniczna: jedyną gwarancją pokoju jest równowaga sił. Tę osiągamy pewną dozą  własnej asertywności, ale także uznaniem realiów, prawa do samostanowienia partnera.

Słowo kobieta zamień na pracownik, zaś małżeństwo: na korporacja.

 

Komentarze (2)
pogoda dla bogaczy!

Podłość ludzka nie zna granic! Są ferie, śnieg, wymarzona aura do szusowania po stoku, a ja nie mam kasy! Konta me puste jak wory Św. Mikołaja po Bożym Narodzeniu! W pracy zawalona jestem robotą, co się nazbierała podczas mojej choroby.I na dodatek cios za ciosem odbieram na klatę [ dobrze, że rachityczna nie jestem w tym miejscu, bo normalnie nie dałabym rady:P]

Pierwszy cios od Mojej Ulubionej Koleżanki, która poinformowała wszystkich na fejsie, że wygrzewa swój grubawy tyłek w spa. Oczywiście o tyłku nie pisała, że gruby- to ja, marna zazdrośnica, wymyśliłam.

Drugi cios od Teściowej, która mimo próśb błagalnych, zamiast mnie,  Tajgera na  Kanary zabrała [ temperatura powietrza 24 stopnie , podgrzewany basen, przeogromne plaże i zapierające dech w piersi widoki]

Och, jak ja nie cierpię kryzysów finansowych! Są  wbrew mojej naturze!

Słowo Oszczędność w moich ustach brzmi fałszywie, a jednak, teraz muszę na każdym kroku poskramiać swoje zachcianki, bo jestem  zadłużona jak Grecja i ledwo stać mnie na byle jaką szminkę!

W oszczędzaniu więc pobijam światowe rekordy pomysłowości: kremy w tubce na pół przecinam, by wydobyć z nich ostatnie dobroczynne krople; wino rozcieńczam wodą, bo niestety, mimo usilnych starań zamienić wody w wino nie potrafię:P

I tylko cichą żywię nadzieję, że jakiś choć malutki bonusik na koniec stycznia dostanę....bo jak nie....to nie wiem sama...normalnie, złote pierścionki zacznę wyprzedawać! ;)

 

 

Komentarze (6)
zachwyt

Zima przyszła :)

Może wpadła tylko na chwilę? Może zasiedzi się aż do wiosny?

Białym obrusem przykryła łąki, dachy i moją czapkę. Płatki śniegu  strzepane z kołdry chmur wirują niespokojnie jakby nie było im wszystko jedno gdzie opadną. Zanim dotkną ziemi zatrzymują się na moich starannie wytuszowanych  rzęsach. Delikatne, mroźne powietrze łaskocze mnie w nozdrza. Uważnie stawiam każdy krok, co jest trudne, gdy jest ślisko. Rozglądam się, a wokół mnie pośród tańczącego śniegu, nieco zaskoczeni  aurą, tubylcy betonu. Lekko zmarznięci oswajają zimę.

Komentarze (4)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
czarnapantera

Chcę być z siebie i sama chcę nadać sobie imię

Mój profil w iWoman.pl
Najnowsze wpisy
2012-01-22 15:14 lubię piosenki Ireny Jarockiej
2012-01-20 09:38 w szponach kofeiny
2012-01-19 09:40 pracownik-niewolnik, korporacja-plantacja !
2012-01-17 14:10 pogoda dla bogaczy!
2012-01-16 09:03 zachwyt
Najnowsze komentarze
2012-01-25 21:45
czarnapantera:
lubię piosenki Ireny Jarockiej
:)))))
2012-01-24 17:54
ewa_live:
lubię piosenki Ireny Jarockiej
:)
2012-01-22 14:42
czarnapantera:
w szponach kofeiny
niestety w szwalni nie chcieli zatrudnić, gdyż brak zdolności manualnych ;)
2012-01-22 14:16
SandraKasandra:
w szponach kofeiny
Ty w szwalni pracujesz, ze spotykasz takich macho?