Zrobiłam analizę naszego związku i wyszło mi, że co 4 lata wpadamy w kryzys.W każdy rok przestępny. A potem to mija i są cztery lata spokoju. O ile można tak powiedzieć w przypadku naszego włoskiego małżeństwa;)
Właściwie to wszystko przeze mnie. To mnie gdzieś w środku coś świdruje, niepokoi, boli. To ja już nie wytrzymuję, nie daję rady. Rzuciłabym to wszystko w cholerę i poszła nie wiem gdzie, na zawsze....
Normalnie jak w we filmie bym zrobiła, takim sensacyjno-psychologicznym thrillerze francuskim. Takie Kino Moralnego Niepokoju.
Główna bohaterka odchodzi od męża, syna i psa [ chociaż psa to jednak jej szkoda] nie wiadomo dlaczego. Bo przecież mąż zawsze jest kulturalny, a nawet szarmancki niekiedy dla pań, dobrze wychowany, przystojny. Nie jest alkoholikiem, pracoholikiem, seksoholikiem.Tak więc nikt z zewnątrz nie rozumie, dlaczego można było porzucić takiego faceta....
Niestety nikt nawet nie przypuszcza, że kobieta choruje na niezdiagnozowaną chorobę afektywną -dwubiegunową...
*
Ale ja - cała jestem zbudowana z ran
duszę na ramieniu wiecznie mam, lecz gdy śmieje się, to ze mną też cały świat,
a On - On prawdziwej nie uroni łzy.
On najwyżej w górę wznosi brwi, lecz niezaraźliwy wcale jest jego śmiech.
[E.Stachura, Życie to nie teatr]
Kto to zrozumie?
Ten mój niepokój, ten strach, to znużenie, które mnie ogarnia, gdy już nie mam ani siły ani ochoty na walkę płci?
Na to żeby udowadniać jaka jestem silna, jak trzymam za ryj faceta, bo nie trzymany pójdzie w bok, jak mój tatuś, wujek, kolega z pracy!Jaka to ze mnie kobieta z jajami. Przecież nie można całe życie stać na barykadzie...
Nużą mnie co dzienne czynności wykonywane według takiego samego od lat schematu. Nie nadaję się do tego. Rzygam tym. Racjonalne zachowania, odpowiedzialne decyzje, uśmiechy komu trzeba i dzień dobry, do widzenia, mówione wszystkim naokoło, chociaż czasem na usta ciśnie się spierdalaj. Ja wiem, to się nazywa ŻYCIE. I to nie świat zwariował, ale ja. Bo nie umiem się z ustalonym porządkiem pogodzić.Bo nie umiem się przystosować. Umiem tylko świetnie udawać.
Ale dzisiaj demony śpią.
Chodzę na palcach, aby ich nie zbudzić. Co chwilę przykładam do nozdrzy konwalie i się nimi odurzam.
Wyrównuję oddech i tętno. Rozsyłam wokół niewymuszony uśmiech.
Dzisiaj jestem Pogodzona. Przystosowana. Prawdziwa.
[ co będzie jutro, nie chcę wiedzieć]
Wariatka. Wariatka. Wariatka.
!!!!!!!