Konflikt jest sposobem Zarządzania. Tej metodzie wierny jest mój pryncypał, który generalnie przez cały czas nie tylko świadomie wywołuje konflikty między zespołami, żeby wyciągnąć nas z marazmu, ale też nieumyślnie. Ilość jego wrogów wewnątrz organizacji jest proporcjonalna do wiedzy merytorycznej. Z jednej strony- niezastąpiony, z drugiej- znienawidzony!Nie tylko przez swoich podwładnych, ale też i osoby współpracujące.
Ale jest na tyle inteligentny i przebiegły, że nigdy nie strzela do wszystkich jednostek na raz. Zawsze zostawia sobie kogoś, komu może się pożalić. Od wczoraj pełnię rolę jego psychoterapeutki, tym samym na chwilę przestałam być jego wrogiem nr 1 ...hehehe...nie na długo zapewne ;)
W konflikt nie jestem osobiście zaangażowana. Ale sprawę znam z obu stron. Został oskrażony o mobbing. Ciężkie oskarżenie, ale nieeskalowane narazie na zewnątrz.Trochę mi go nawet żal, widać, że chłopaczyna jest lekko przybity i szuka moralnego wsparcia. Ale z drugiej strony zasłużył sobie. Problem jest poważny, bo facet nie traktuje ludzi z szacunkiem, uważa wszystkich za debili i palantów, którzy nie potrafią napisać maila.Wtrąca się w każdą rzecz, zasypuje nas oczywistymi radami, wylicza co do sekundy czas przerw i oczekuje, że będziemy siedzieć po 10 godzin w pracy, tak jak On. Zwolnienia lekarskie, urlopy i kończenie pracy po 8 godzinach uważa za brak zaangażowania w pracę i małostkowe. Ostatnio przyłaził chory do pracy, dzięki czemu zaraził dwie osoby [ również piszącą te słowa], które w bezczelny sposób to wykorzystały i wzięły zwolnienie na tydzień !
Ja sobie z tym radzę. Ponieważ jestem wredna, pyskata i kompetentna nie daję sobą pomiatać. I wobec takiego szefa to działa. Czego by nie wymyślił, co by nie powiedział, ja i tak postawię na swoim!Wydaje mi się nawet, że On mnie za to szanuje.Cóż, podobno mężczyźni kochają zołzy;)
Ale zdarzają się słabsze jednostki, na których się z upodobaniem wyżywa.Udaje mu się to doskonale, bo tamtym brakuje asertywności i mają niską samoocenę.
Moim zdaniem to działa tak jak w związku między dwojgiem ludzi. Nie można dać się wykorzystać i pozwolić, aby jedno żyło kosztem drugiego.Związek musi być partnerski a nie pasożytniczy. Wspólna nie tylko sypialnia ale i kuchnia. W dobrze pojętym interesie obojga leży wzajemny szacunek, praca i równowaga sił.
Wystarczy te zasady przenieść na grunt zawodowy a wszystkim nam powinno się nie tylko lepiej pracować, ale może i z przyjemnością przychodzić do biura.
Tylko czy ja powinnam mu to powiedzieć?
Na koniec smaczny cytat: minister Radek Sikorski w pewnym wywiadzie na tematy damsko-męskie powiedział tak:
Silna kobieta w małżeństwie nie jest problemem. Takie małżeństwo jest jak polityka zagraniczna: jedyną gwarancją pokoju jest równowaga sił. Tę osiągamy pewną dozą własnej asertywności, ale także uznaniem realiów, prawa do samostanowienia partnera.
Słowo kobieta zamień na pracownik, zaś małżeństwo: na korporacja.