iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

epoka lodowcowa

 

Dwadzieścia trzy stopnie poniżej zera zmusiły mnie do przeproszenia się z czapką, którą mając w głębokiej pogardzie, przetrzymywałam wbrew jej woli na pawlaczu. Bo do czapek jak i do koniaku wstręt mam od dawna.
Czapki zawsze mi brużdżą: gryzą w czoło, psują misternie układaną fryzurę, przetłuszczają włosy. Niestraszne mi zapalenia zatok i inne powikłania, wszak mam kaptur kożucha i gęstą grzywkę do rzęs prawie, co mi zatoki chroni …..ale przy minus dwadzieścia trzy składam broń. Białym szalikiem macham w geście kapitulacji.
Zimo wygrałaś.
:)
 
pasowałoby Panterze takie wdzianko, czarne futro już się przejadło
:PP
 
***********
 
Wygląd mój wczorajszy elegancki wprawił w zakłopotanie moich kolegów z pracy. Jakoś, widziałam w ich oczach, mój ten męski krawat, nie pasował im w kontekście mojej kobiecości. Może zbyt ekstrawagancko było?
Nie wiem....
Koleżanki też słowem się nie odezwały:, że brzydko, elegancko albo całkiem do bani.
Nic. Zero reakcji.
Znaczy się gul im z zazdrości stanął
Bo z doświadczenia wiem, że kobieta kobiecie nigdy komplementu nie powie, że się zajebiście ubrała.Woli to przemilczeć.
Ale jak się źle wyglada w czymś to zawsze zawistnie pochwali.
Strzeżcie się komplementów drugiej kobiety!
Jeśli koleżanka z pracy powie Ci, że fajnie wyglądasz, skontroluj się w łazience czy nie masz przypadkiem dziurawych rajstop.:PPP
 
Pryncypał zaś od razu  mnie otaksował od stóp aż po odrost i z właściwym sobie poczuciem humoru zagadnął:
- a mąż wie, że mu podprowadziłaś krawat?
- nawet sam mi go zawiązał
Rozmowa, ku mojemu zaskoczeniu, odbyła się w przyjacielskim tonie. Właściwie był to monolog raczej: głównie tłumaczył się z tego, że to nie z jego winy nie ma podwyżek ani bonusów, bo wszystkim w tym roku rządził Prezio.
Moją pracę ocenił jako wysoko efektywną [!!], pochwalił zdolności menadżerskie i tylko na koniec stwierdził z przekornym uśmiechem:
- mamy podobne charaktery: gołąbkami pokoju, to my nie jesteśmy
-ano nie jesteśmy – przytaknęłam

miłego dnia Wam życzę:)

Komentarze (12)
dialogi na cztery nogi

 W sobotę były urodziny małej Zu organizowane w jakimś klubie dla dzieci. Pod pretekstem rozbierania choinki, podrzuciliśmy Tajgera na imprezę i szybko zmyliśmy się na chatę. Około 17 mieliśmy stawić się u Wu i Ka, gdzie w kameralnym gronie miała być kontynuowana imprezka.

Przyszliśmy spóźnieni o 15 minut, w drzwiach przywitał nas Wu:

-co robiliście?

-rozbieraliśmy choinkę- odpowiedziałam zgodnie z prawdą

-tylko choinkę?

- oczywiście, że nie tylko choinkę, przecież nie mogliśmy narazić naszej reputacji!

***********

Impreza była udana, choć wiecie dobrze, jak trudno znaleźć się trzeźwemu w towarzystwie, które z kieliszka na kieliszek coraz bardziej wskazuje.

Wylosowałam kartę kierowcy, więc było mi naprawdę ciężko wysiedzieć do północy.Panowie grali w piwnicy w bilard, my na górze jak zwykle obrabiałyśmy dupę wszystkim po kolei.

W pewnym momencie przyszedł Tajger, który też grał w bilard:

-mamo, z tatą już naprawdę nie jest dobrze, chce wracać do domu!

UUUUU, rzeczywiście nie jest dobrze, pomyślałam, jak zobaczyłam opróżnione 2 butelki tequili.

**************

Ubrałam się dziś niezwykle elegancko, bo nawiedza mnie pryncypał, co by mi udzielić informacji zwrotnej o mojej pracy.

Elegancki szary garnitur, biała koszula i......czarny krawat [ taką miałam dziś fantazję] Gdy zobaczył mnie Tajger opadła mu szczęka:

- łał, mamo, wyglądasz jak Madonna

Na co Gepardieu z garderoby:

- Czarna Madonna!:PPP

eee.....no jezeli już......to bliżej mi do Marlene Dietrich

 

teledysk, który skojarzył się Tajgerowi z moim garniturem:

http://www.youtube.com/watch?v=mNgSy8HGWkk&feature=related

 :))))))))

Komentarze (10)
nie, nie żałuję.....

Kochani:)
W imieniu własnym i Marietki :) dziękujemy za smsy i wsparcie.

Konkurs skończony.


Niestety, nie udało się żadnej z nas przebić do pierwszej 10 tki, ale byłyśmy w pierwszej setce blogów na 1300 zgłoszonych.. Marietka nawet dotarła do pierwszej 20stki:)))]

Myśle,że to całkiem nieźle.

Stawiam pączki z advocatem za każdy sms :)


 

 
Dziękuję Wszystkim, którzy wysłali na mnie smska w konkursie na blog roku. Oczywiście się nie przebiłam do ścisłej czołówki, przed czym ostrzegał mnie realistyczny, Wu, który uważa, że w takich konkursach nigdy nie wygrywa ten, co zasługuje, tylko krewny i znajomy królika:P
 
Ale ja nieco naiwniara jestem w tej kwestii, więc do konkursu przystąpiłam, ale uczciwie wam powiem, że po raz pierwszy i ostatni.
Gdzie ja się tam wepchałam ze swoim zwyczajnym życiem pośród ludzi, którym naprawdę coś niesamowitego zdarzyło się życiu.Nieważne: dobrego czy złego.
Najpopularniejszym blogiem w tegorocznej edycji okazał się blog opisujący zmagania matki z nieuleczalną chorobą swojego dzieckaR30;..
 
 
R30;.cóż więc, w tym wszystkim, ja - ze swym prześmiewczym poglądem na świat.
Konkursu nie wygram, ale wszyscy moi bliscy są zdrowi, kochamy się, i mamy, z czego żyć.
To jest moja prawdziwa nagroda: talentu może żadnego nie mam, ale życie dobreR30;
 
Nagrodą jesteście dla mnie Wy przyjaciółki wirtualne;Wy, blogerki; Wy czytelniczki,
 
 Bądźcie ze mną dalej na moim blogu.
 
Specjalne podziękowania należą się Redakcji Portalu Iwoman, za wsparcie.
Zrobiliście kawał dobrej roboty.

na pierwszym miejscu mojej dzisiejszej playlisty Edith Piaf

http://www.youtube.com/watch?v=8YGXsw3XK9I

uśmiechy ślę wszystkim:)

Komentarze (11)
Jeden przeciw wszystkim , wszyscy przeciw jednemu

 

Wiadomo, kto: pantera z rodziną toczy zacięte walki na tyłach wroga.
 
W szkole walczę o ocenę z zachowania dla Tajgera: chcą mu postawić nieodpowiedni, dlatego,że jest trudny we współżyciu z rówieśnikami zwłaszcza.
No, jasne, lekkostrawny on nie jest [ a dlaczego miałby być? Niby po kim? Skoro ani jego mamuś ani tatuś do takich nie należą?!]
Ale bardzo się stara. W porównaniu z tym, co było na początku roku i wbrew moim czarnym wizjom, synek nie będzie będzie miał samych miernych, a ilość uwag w dzienniczku zatrzymała się na 10, a ostatnią, którą dostał była w listopadzie. Myślałam, ze idzie ku lepszemu. Ale myliłam się. Wychowawczyni, dla której jedyną metodą wychowawczą jest wyrzucenie za drzwi, które to, notabene [ jak się dowiedziałam z lektury Charakterów] jest taką samą formą przemocy jak klaps, ma wobec Tajgera takie oto zarzuty:
- chciałby być ciągle pytany na lekcji
-wyrywa się z odpowiedzią zanim zostanie udzielony mu głos
-nie jest w stanie usiedzieć w miejscu
-jest nadmiernie hałaśliwy i gadatliwy
-przerywa wypowiedzi innym
- ma złe relacje z rówieśnikami
-jest niekoleżeński i kłótliwy
- biega na korytarzu podczas przerwy
 
Ręce i cycki mi opadły jak tego słuchałam.
Ile razy można mówić kobiecie, że dziecko cierpi na nadruchliwość i nadpobudliwość?
Że są to typowe objawy dla dziecka z ADHD?
Że trzeba na niego znaleźć jakiś sposób, potraktować go szczególnie?
Że trzeba go zrozumieć, że mówi i robi szybciej niż myśli, nie, dlatego, że chce, ale dlatego, że jest to silniejsze od niego?
Że ma kiepską samoocenę, bo bez przerwy otrzymuje komunikat, że jest zły [ cóż, my też się trochę do tego przyczyniamy, niestety]
Powiedziałam starszej pani jeszcze raz to samo, co mówię od września, i poprosiłam, aby dali mu szansę, nowy kredyt zaufania.
Bo on naprawdę się zmienił, ja już to widzę. Zależy mu na dobrych ocenach, odrabia lekcje w świetlicy, zdobywa dobre stopnie i nadrabia pały, które złapał przez głupotę.
Nie wiem, co z tego będzie, bo rada pedagogiczna jest w poniedziałek. Zrobiłam, co mogłam, wstawiłam się za swoim dzieckiem, które w tej szkole jest wyśmiewane, tłamszone i niedoceniane.
Postanowiliśmy zmienić mu szkołę od nowego roku, nie tylko z powodów powyższych. Celujemy w jedną ze szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego, które cieszą się bardzo dobrą renomą i wysokimi pozycjami w rankingach szkół w całej Polsce. Na rozmowie kwalifikacyjnej będzie sprawdzana wiedza Tajgera, będzie pisał też test kompetencyjny z matematyki, polskiego i niemieckiego. Jak go nie zaliczy to się nie dostanie. Tragedii nie będzie, bo najwyżej przeniesiemy go do innej szkoły.
Narazie jestem pewna, że trzeba mu zmienić środowisko. Tu już wszyscy wystawili mu czerwoną kartkę.
 
Walczę też w pracy o tyłek swojego podwładnego. I dobre imię firmy.
Z osobistego doświadczenia i nieformalnie prowadzonej statystyki wiem, że raz na dwa lata zdarza się tak zwany kwas, którego trzeba zobojętnić.
Mam na głowie niezadowolonego klienta, który już mnie wyzwał od tumanów; compliance i szefa wszystkich szefów.
W tym wszystkim, o dziwo, po swojej stronie mam bezpośredniego przełożonego, z którym w obliczu biznesowych problemów, może nawet naprawię relacje, kto wie?
 
Walczę z teściową o prawo do nie zgadzania się ze wszystkim, co powie. Nasze stosunki ostatnio są napięte, głównie, dlatego, że uważa, że źle wychowujemy jej wnuka, gdyż poświęcamy mu za mało czasu. I tu się z nią zgadzam. Bo dysponuję czasem od 18 do 22 dla mojego dziecka w dni powszednie, a chciałbym być z nim od 14. Zdążylibyśmy w normalnym tempie odrobić lekcje, przygotować się do klasówek a nawet pograć w scrabble.  Mojej teściowej wydaje się, że ja niezwykłą karierę robię, gdy tymczasem fakty są takie, że praca zapewnia mi byt, i to wcale niepozbawiony kłopotów finansowych. Ach, szkoda gadać…..
Na jej zarzuty zapytałam zaczepnie czy sama jako matka poświęcała swojemu dziecku choćby i połowę tego czasu.....a wiem, że Gepardieu podrzucany był namiętnie do prababci….Nastapiła cisza w słuchawce i obraza majestatu stała się faktem.
W każdym razie dość powiem, że cała rodzina popadła w niełaskę, no może wyjąwszy Tajgera.
Najbardziej bolesne jest to, że niedoceniana jest praca, jaką wkładamy oboje w edukację naszego syna, powtarzając z nim lekcje do klasówek w naszym czasie wolnym, pilnując prac domowych. Na szczęście są tego efekty, bo średnia jego ocen na semestr będzie 4, 0, a moim zdaniem, na koniec roku może być jeszcze lepiej.
 
Pytam się wczoraj Gepardieu:
-dlaczego znowu wojujemy z całym światem?
- a dlaczego my? To świat pierwszy zaczął.
 
 :P
 
Taka to już nasza rodzinna tradycja, że płyniemy pod prąd, pod włos, na przekór stereotypom. Nasz pies też byłby pewnie buntownikiem.
 
Ale najważniejsze, że w tym buncie trzymamy się we trójkę razem.
Takie sytuacje mobilizują i scalają naszą tygrysią, ciężkostrawną, rodzinę.
 
Idę sobie walczyć dalej… z czym lub kim? zapytacie
A no nie wiem, kto się nawinie……;)
 
Komentarze (2)
masz szczęście?

 

W życiu oprócz zdrowia, miłości, wykształcenia i pieniędzy potrzebny jest łut szczęścia, który w beznadziejnych sytuacjach, w sytuacjach bez wyjścia, pozwala nam się jakoś wykaraskać. Wywinąć. Odroczyć wykonanie wyroku.
Łut szczęścia, że poznajesz właśnie TEGO JEDNEGO JEDYNEGO, że akurat byłaś tego dnia na tej ulicy, kiedy ON szedł i spojrzał na ciebie tak, że ugięły się pod tobą kolana.
Łut szczęścia przy wypisywaniu tych konkretnych cyfr, które wygrywają miliony w lotto.
Łut szczęścia, że wychodzisz cało z poważnego wypadku, po którym funkcjonariusz policji oglądając twoje auto powie: to cud, że pani żyje.
 
Szczęście nie jest stanem permanentnym. Nie może być. Szczęście się miewa. Przydarza nam się ono czasami. I niekoniecznie wtedy, kiedy na nie zasługujemy.  
 
 
Czym jest szczęście?
 
Według Arystotelesa szczęście to działanie zgodne z naturą.
 Ryby są szczęśliwe pływając, a ptaki latając. Ponieważ do natury człowieka należy przede wszystkim myślenie i tworzenie organizacji politycznej, najszczęśliwsze jest życie filozofa lub męża stanu. Arystoteles podkreślał też rolę zaspokojenia potrzeb fizjologicznych (uważał, że by być szczęśliwym trzeba być dobrze odżywionym)
 
Według chrześcijan absolutnym szczęściem jest bezpośredni kontakt z Bogiem – określany przez Tomasza z Akwinu jako wizja uszczęśliwiająca.
 
Według nauk islamu szczęście jest związane z postępowaniem zgodnym z wolą Allaha – osoby prawe są szczęśliwe, zaś grzesznicy nieszczęśliwi – zarówno w życiu doczesnym jak i pozagrobowym.
 
Według nauk buddyzmu nie jest możliwe osiągnięcie szczęścia poprzez podążenie za pragnieniami, gdyż ich całkowite zaspokojenie jest niemożliwe. Jedynym sposobem na osiągnięcie trwałego szczęścia jest, więc wyzbycie się owych pragnień. Osiąga się wówczas stan Nirwany
 
Według amerykańskiego psychologa Abrahama Maslowa istotą szczęścia jest zaspokojenie potrzeb. Maslow przyjmuje, iż ludzie posiadają następujące potrzeby:
Po zaspokojeniu danej potrzeby dochodzi do głosu potrzeba wyższego rzędu. Osoba szczęśliwa to osoba, która zaspokoiła wszystkie potrzeby. Ponieważ najwyższą z nich jest potrzeba samorealizacji, można przyjąć, że ludzie szczęśliwi to ludzie samorealizujący się.
Według Maslowa ludzie ci posiadają następujące cechy:
  • realistyczne nastawienie do świata
  • akceptacja samego siebie
  • przyjazny stosunek do otoczenia
  • spontaniczność
  • niezależność
  • niekonwencjonalne podejście do życia (unikanie stereotypów)
  • głęboka duchowość
  • głębokie przeżywanie miłości
  • filozoficzne, niezłośliwe poczucie humoru
  • kreatywność
  • bogata osobowość, odporna na wpływy otoczenia
 źródło: wikipedia
 
"Szczęście zdobywa się pod warunkiem, że się go nie pragnie zdobyć"
J.P.Sartre
 
Według tej teorii [Maslowa] nie jestem szczęśliwym człowiekiem, bo posiadam złośliwe poczucie humoru i nie mam przyjaznego stosunku do otoczenia;)
Niemniej jednak czasem bywam szczęśliwa, kiedy się nad tym zastanowię, tak jak teraz, kiedy mam na szczęście trochę czasu.
W naturze występują trzy stany skupienia.
Dla mnie szczęście jest stanem gazowym: nie widać go, nie czuć, a potrafi wypełnić całą moją przestrzeń, sam nie wiem, kiedy. I w ten sam sposób: niewidoczny i bez ostrzeżenia mnie opuszcza.
Są tacy ludzie, którym wszystko się udaje w życiu: miłość; ciekawa i dobrze płatna praca; zdolne dzieci, lojalnie przyjaciele. Wszystko, czego się dotkną oswajają na swoją korzyść.
Mam szczęście do poznawania takich ludzi, bo sama do szczęściarzy nie należę. Dlatego bardzo lubię przebywać w ich obecności, bo mam takie przeczucie, że mając ich u boku i mnie coś z tego szczęścia da się uszczknąć. Pozostając w cieniu ich sielanki ciągle mam nadzieję na lepsze jutro.
Są też tacy ludzie, bez których nie mogłabym żyć. Bez których bym żyć nie chciała. I to jest dla mnie szczęście, że są obok mnie…
Szczęście, żeby sobie to człowiek w porę uświadomił.
 
Zostawmy teorię filozofom i psychologom.
 
Czy jesteś szczęśliwa/y?
Czy tylko nim bywasz?
Kiedy jesteś szczęśliwy?
 
 
A ja dzisiaj, mówiąc kolokwialnie, psim swędem, tydzień pracy zaczęłam od wolnego.
A co.
Miłego poniedziałku :)
 
 
Komentarze (9)
1 | 2 | 3 | 4 |