iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

gotowa na święta

Zimę lubię tylko w dwóch przypadkach:

kiedy jeżdżę na nartach lub łyżwach

lub

obserwuję ją zza szyby z filiżanką kawy okutana kocem, z książką w dłoni.

Tak jak teraz. Nikt mnie dziś nie wypędzi z domu. No chyba, że pies.

Pies też nie bardzo wie o co kaman, bo kałuże wszystkie zamarznięte i nie ma się gdzie wytaplać!Dla labradora to szczyt sadyzmu, naprawdę!

Poza tym wsjo normalno, tarza się w śniegu, śnieżki zżera i ciągnie sanki z zaprzęgiem!

Po cichu skradają się do nas Święta, a ja po raz pierwszy od wielu lat nie boję się ich.Nie uciekam od nich. Baaa, nawet  będę organizować kolację Wigilijną. Pogodzeni ze sobą usiądziemy przy stole wszyscy: moi rodzice, rodzice Gepardieu, mój brat z dziećmi. Obmyślam już menu i rozdzielam, kto co ma zrobić. Sobie zostawiam piernika, śledziki, rybę po grecku i krem z własnoręcznie zebranych w tym roku borowików. Tej jesieni natura była dla nas niezwykle szczodra: każdy dwugodzinny spacer z psem  dawał nam pełny kosz grzybów: prawdziwków, podgrzybków, maślaków, koźlaków.

Kolejny plus posiadania psa: gdyby nie nasza sunia, nie dowiedzielibyśmy, że pod nosem mamy taki skarb runa leśnego.Nigdy wcześniej tyle grzybów nie zebraliśmy. 

A więc święta! Od dziś na tapecie rzeczy ważnych i do zrobienia. Wypisane punkt po punkcie zadania do wykonania.Każdego dnia po trochu, aby się nie zachetać.

Pierwszy raz od wielu lat jestem na nie gotowa. A nawet powiem: mile podniecona.

I tak chyba powinno być.

 

Komentarze (0)
akcja ratunkowa!

Jestem pechowcem.

Co u kogoś nigdy  nic dziwnego się nie zdarzy, u mnie zdarzy się na pewno.

I tak na przykład jedna na dwa tysiące przypadków posiadam podwójne korzenie w zębach, co sprawia, że oniryczna pani stomatolog musi ściągać do pomocy przy wyrwaniu ósemki chirurga płci męskiej.

To właśnie mnie trafia się na stołówce pracowniczej papierek od Hallsa[ cukierka] w sosie carbonara.

I to ja jestem uwięziona na 15 minut w służbowym kiblu.To moje najświeższe doznania, sprzed chwili dosłownie.

Zamek w drzwiach się zaciął!

A ja bez komórki do WC chodzę, no bo przecież jeszcze nigdy nic się nie zdarzyło! Zresztą kto chodzi do łazienki z telefonem? Chyba panowie jedynie, Ci, którzy trzymają go przy pasku lub w kieszeni.Od teraz jednak i ja do nich dołączę, po tym jak wydostać się na wolność nie mogłam, bo zero łączności ze światem.No chyba, żebym z muszlą klozetową zaczęła dialog!

Najpierw się z tymi drziwami szarpałam, potem czekałam, myśląc, że ktoś zaraz przyjdzie i mnie uwolni; w akcie desperacji jednak, po kilku minutach zaczęłam, niczym Fred Flinstone, w drzwi walić. Ktoś przechodząc usłyszał, przytknął ucho do drzwi i kontrolnie zapytał:

-jest tam ktoś? - usłyszałam męski tubalny głos

-ktoś jest i nie może wyjść, bo się zamek zaciął - zapiszczałam zestresowana

-ok. zaraz wezwę helpdesk

W oczekiwaniu na helpdesk słyszałam za drzwiami pewne poruszenie. Spora grupa  wścibskich pracowników korpo zebrała się pod drzwiami. 

W końcu  usłyszałam głos Pana:

-już panią wypuszczam

Akcja ratownicza była sprawna: Pan za pomocą śrubokętu odbezpieczył zamek i wyszłam na wolność. Co prawda nie raziło mnie słońce, ale i tak czułam się jak Ci uwolnieni górnicy z Chile: przywitano mnie brawami i gromkimi okrzykami radości!

A w biurze na mój widok Jot stwierdził:

- Kobieto, linę okrętową połknęłaś?!!!

No i jak go nie palnąć?

Jak usłyszeli moją opowieść nie chcieli uwierzyć, ale na wszelki wypadek Re zabrała ze sobą komórkę jak potem szła na siusiu:P

Co i Wam rekomenduję!

Komentarze (2)
opium dla mas

Wszystkie się odchudzają. I te, co powinny i te, co już nie muszą!

W menu same kurczaki na śniadanie, obiad i kolację. Książka Nie potrafię schudnąć stałą się biblią dla pokolenia 30 i 40 latków.Odchudzają się według niej wszystkie znajome mi biurwy, a także moja teściowa, która od 1 dnia każdego miesiąca zaczyna fazę pierwszą [ i tak już od pół roku ] :P

Jako indywidualistka z niecierpliwością czekam na zbiorowy efekt jo jo wśród rozentuzjazmowanego tłumu.

Tak, wiem - wredna jestem.Ale nic na to nie poradzę [ i wcale nie chcę!].

Moi oponenci zapewne pomyślą, żem zwyczajnie podszyta zawiścią i zazdrością, a na dodatek zbyt słaba psychicznie, by poddać się reżimowi diety. Być może rzeczywiście mam słabą silną wolę i lubię rozkoszować się jedzeniem. Ale przede wszystkim nie lubię jak coś/ktoś ogranicza moją wolność.Zresztą czyż najbardziej skuteczną  dietą nie jest  eMżet [ mniej żreć]  i więcej się ruszać?

Trzy nadprogramowe kilogramy wakacyjne przepędziłam w 3 miesiące stosując właśnie tę metodę, bez pomocy pana Dukana. Choć nie powiem, żebym przez chwilę o tym nie myślała.Ale raz, że jestem sceptyczna wobec wszelkich cudownych  diet [po prostu w nie nie wierzę] dwa, nie mam czasu na robienie dla każdego domownika oddzielnych posiłków, wolę ten czas spędzić na siłowni.

A afekt jest zadowalający: już mi żaden guzik w spodniach w pępek się nie wrzyna!

Czego i Wam życzę :P

 

 

Komentarze (6)
człowiek w kapturze

Odnalazłam miłe chwile z dzieciństwa w ten weekend. No tak, czasem się zdarzały. Najczęściej, gdy zatapiałam się w lekturę całej serii ukochanej Ani z Zielonego Wzgórza albo gdy oglądałam filmy, na przykład serial Robin Hood z Michaelem Praedem w roli tytułowej.

Nareszcie jakaś telewizja zdecydowała się go wyemitować. Usiadłam z pewną nieśmiałością  przed tv i z niepokojem: czy odnajdę się w klimacie tego filmu jako dorosła kobieta?

Obawy zupełnie nie potrzebne.Siedziałam przed ekranem jak zaklęta i znów byłam małą Anetką zauroczoną muzyką, fabułą i urodą Praeda.Z tą różnicą, że sączyłam czerwone wino a obok mnie siedział syn, który, tak jak i ja dawno temu, z wypiekami na twarzy oglądał serial. Z tym, że podobała mu się piegowata Marion ;)

sobota TvPuls godzina 16,30 [ dwa odcinki na raz ]

http://www.youtube.com/watch?v=a06uK00Kgzk

Komentarze (0)
upór w operze ;)

Na wczorajszą kolację pochłonęłam "Nabucco" Verdiego w Operze Narodowej.Wcześniej nie byłam na żadnej operze, ale słusznie podejrzewałam, że będzie mi się podobać.

Co prawda dziatwa, z którą przyszłam [ klasa Tajgera] trochę mnie rozpraszała, ale jakoś dałam radę się wciągnąć.

Trudno było niektórym wytrzymać 3 godziny, ale bardzo się starali.Naprawdę.

Prawie wszyscy przyszli w koszulach, a niektórzy nawet w całych garniturach, co to mam podejrzenie, że komunijne jeszcze były, biorąc pod uwagę  zbyt krótkie nogawki a'la Clinton i przyciasne marynarki ;P

Komentarze po spektaklu były różne, na pytanie jakie są ich wrażenia:

" Ale mi się spodnie przylepiły do tyłka"

" Gdyby jeszcze śpiewali po polsku, to można byłoby jakoś przeżyć"

"Strasznie droga coca cola była" [ 4,50  0,33 ml ]

" A nie można tego było do godziny skrócić?!"

" Dlaczego wszystkie śpiewaczki są grube?!"

:PPP

Mimo, że dzieci zachowywały się naprawdę bardzo przyzwoicie na pierwszej przerwie podszedł do mnie sztywny jegomość koło 60tki:

-To są Pani dzieci?

- Nie wszystkie!

-No, czy Pani z nimi przyszła?

- Tak

- Proszę ich uspokoić, bo przeszkadzają

- Ale one tylko trochę się wiercą na krzesłach, miał Pan dzieci?

- Miałem

- I były w każdej sytuacji idealne?

- Tak

Akurat- pomyślałam-widział ktoś kiedyś idealne dziecko?

- A zabierał je Pan  do Opery?

- No, nie

-A widzi Pan, my je uczymy wrażliwości na sztukę od małego!

Pan miał się z pyszna i sobie poszedł, a dzieciaki na to:

- dobrze mu Pani powiedziała, Tajger masz fajną mamę!

Tajger tylko pokiwał głową....Bo kto jak kto, ale on już najlepiej wie, że tak samo potrafię być fajna jak niefajna, a wtedy....... drżyj ludu!

 

Zapodaję najpiękniejszy moim zdaniem kawałek z Nabucco:

http://www.youtube.com/watch?v=ZzOf7c2BlpU

Komentarze (6)
1 | 2 | 3 |