iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

antyrekolekcje

W gonitwie spraw czy mamy czas aby się Wielkim Tygodniu pochylić nad śmiercią Chrystusa?

Między pieczeniem wonnych mięs a trzepaniem dywanów?

Stojąc w kolejce do kasy po wielkanocny żur i białą kiełbasę?

Dekorując dom w kurczaczki, palemki, zajączki?

Pastując podłogi i nabłyszczając kafle?

Dla kogo to wszystko, i po co?

Dla Chrystusa?

Na jego Zmartwychwstanie?

.................................................................................................................

Rodzina znów narzeka, że trzeba się zerwać na 10.00 na śniadanie, jak zwykle się spóźnią, a indyk będzie suchy jak wiór.

A ty,  siadasz skonana przy wielkanocnym stole i czekasz kiedy już sobie wszyscy pójdą. Wtedy dopiero odpoczniesz.Z martwych wstaniesz.

A przecież tyle jest dobrych filmów w telewizji.

Jak co roku obiecasz sobie, że za rok wyjedziesz. Jak co roku o tym zapomnisz.............

Alleluja!

http://www.youtube.com/watch?v=MAp3Ia2eAwo&feature=related

 

Komentarze (12)
księga przysłów

Ile ton śmieci wyrzuciłam ze swego życia nie wie nikt, no może oprócz mnie samej i pracowników firmy Błysk ;)

Asortyment różnej maści poleciał na śmietnik. Ale to koniec. Koniec.

Od dziś obiecuję sobie przestać być zbieraczem rzeczy niepotrzebnych. 

Spośród rzeczy ważnych i nieważnych, ciężkich gabarytowo i lekkich wspomnieniowo ocało kilka moich zeszytów z cytatami, które przepisywałam z różnych źródeł.

Na ławce szkolnej wydrapanej w sali chemicznej mojego liceum ostał się ten napis:

Przyszła do mnie miłość, tak na chwilę wpadła, piwo mi wypiła i kolację zjadła. Drugim razem kurwy nie wpuszczę.

Z magazynu dla młodzieży Na przełaj wydawanego w latach wczesnych 90tych XX wieku[ ależ to brzmi przedpotopowo!]

Idzie punk i deszczyk pada, coś do siebie bredzi, gada. Zaśmiałby się gdyby mógł, lecz mu właśnie opadł czub

I ten najważniejszy dla mnie.

Niewiadomo skąd , niewiadomo przez kogo napisany.

Przez wiele lat go szukałam i pogodziłam się z tym, że go już nigdy nie znajdę.

Słowa, które wypowiadasz są jak energia - nie rozpływają się, nie zmieniają w nicość. W każdej chwili mogą wrócić do Ciebie lub kogoś, kogo dotyczyły. I jak każda wyzwolona energia mogą być w skutkach zarówno wspaniałe jak też przerażające.

Zanim więc wypowiesz choć jedno słowo, zastanów się, jaką energię będzie ono niosło i czy potrafisz nad tą energią zapanować.

To bardzo ważny cytat dla mnie, gdyż niesie za sobą ważny przekaz, który w skrócie można podsumować krótkim: ugryź się w język![ zanim powiesz coś czego będziesz żałować].

Ale moja rozpalona głowa  produkuje myśli, które potem jęzor niewyparzony wypluwa z ust z prędkością karabinu maszynowego.Ledwie pomyślę i już je wypowiadam, wydaję na świat. A nie zawsze powinnam.

Nie umiem milczeć taktownie. A to się przydaje, ułatwia życie, relacje z innymi.

Niestety, rzadko kiedy potrafię nad energią, którą niesie złe słowo, lub słowo wypowiedziane w złej godzinie, zapanować.I zawsze obraca się to przeciwko mnie.

Cytat wydrukowałam i powiesiłam na kalendarzu. Nauczę się go na pamięć jak tabliczkę mnożenia i zrobię sobie test w praktyce.

*********************************************

Wielki tydzieńWielkie sprzątanieWielkie gotowanieWielkie zmęczenieWieczne odpoczywanie.Amen.

 

Komentarze (16)
trudne decyzje

Ta wiosna sprzyja  robieniu czystek etnicznych w domu Tygrysowatych.To już nie jest odkurzanie trudno dostępnych szczelin i zakamarków czy wyrzucanie przechodzonej odzieży. Oczyszczamy nasz dom ze wszystkich niepotrzebnych rzeczy, które nazbieraliśmy przez nasze 14 lat bycia razem.

Nawet Tajger pozbył się swoich przedszkolych książeczek, gier i niektórych miśków. Z wielkim bólem serca, ale jednak dał radę.

Gepardieu  wyrzucił swoje katalogi samochodowe zbierane od 1987 roku. Oczywiście trwało to dość długo, bo każdy wcześniej dokładnie przejrzał po raz ostatni ;)

A i ja w końcu pozbyłam się kaset magnetofonowych kupowanych we wczesnych latach 90. Do kosza poszła cała kolekcja Cure'ów,Sinead O Connor, Petera Gabriela.............

A także kaset VHS: cała kolekcja Jarmusha, Greneewaya czy innych niszowców, których dzieła  z wypiekami na  policzkach oglądałam jako 19 latka.

Przez wiele lat tak trudno było sie z tym rozstać, a wczoraj........ rach ciach ciach . Beznamiętnie wrzucałam do torby wspomnienia mojej młodości.

Było, minęło, nie wróci.

Teraz każdy film , album muzyczny można sobie znaleźć w sieci.

Nie pozbyłam się swoich pamiętników, które prowadziłam od siódmej klasy szkoły podstawowej. To jednak jest za bardzo moje. Moje naiwne myśli moje rozterki, moje pocałunki,  pierwsze wiersze grafomańskie i szczegółowe zapisy bezsennych nocy.............a także lista męskich trofeów......heheheh...

W domu pojaśniało, zrobiło się więcej miejsca.

Ten detoks był nam potrzebny, poczuliśmy się lżej.

Bo i po co człowiekowi do szczęścia złogi dawnych wspomnień?

Choćby, że nawet najpiękniejszych.

Gromadzimy przez lata mnóstwo rzeczy, obrastamy w nie. Te fajne i niechciane: nietrafione prezenty od rodziny czy pamiątki wakacyjne dzieci[ prawdziwa zmora!]

Stare listy, kartki z życzeniami, laurki, pity sprzed 10 lat!!!wyciągi z kart kredytowych sprzed roku. I tak się z nimi trudno rozstać. Tymczasem one zabierają nam życiową przestrzeń, zagracają nasze życie.

Nie lubimy takich porządków, bo one wykraczają poza zwykłe ścieranie kurzy. To już nie mechaniczna czynność: psik Pronto i wytarcie szmatką. Tu wkraczają nasze wspomnienia: te dobre i złe. Trzeba  się z nimi zmierzyć.I odważyć się wrzucić je do kosza. Gdy się już na to zdecydujemy jesteśmy z siebie bardzo dumni, ale zabrać się do tego jest ciężko....

Są rzeczy, których nie da się odtworzyć[ pamietniki, listy] ale są takie, które już dawno przestały być nam użyteczne, które da się odtworzyć nawet w lepszej cyfrowej wersji.

Szkoda tylko,  że człowieka tak nie da się odtworzyć, w tej lepszej cyfrowej wersji......

Komentarze (2)
dobry żart tynfa wart ;)

To, co jeszcze jakoś trzyma mnie przy życiu w pracy to ludzie i atmosfera w moim zespole.Gdyby nie oni, pocięłabym się chyba już dawno drewnianym nożem do masła.

Ale dzięki NIM buzia sama się uśmiecha.

Znamy się jak łyse konie od lat conajmniej dziesięciu i choć od ponad dwóch lat zmienił się układ sił, bo zostałam ich szefową, nadal jest tak jak było. Czyli sielsko, zabawnie, inspirująco.

Czasem wręcz jajcarsko. Tak jak dzisiaj na przykład.

Zajęło mi trochę czasu zanim mogłam usiąść do pracy, gdyż każda rzecz na moim biurku była misternie opakowana w gazetę i oklejona taśmą: długopis, kubek, klawiatura, myszka, telefon, ekran, podkładka na mysz, zdjęcie moich Tygrysowatych, łyżeczka, kalendarz, wizytownik [ tu jednak poszli na łatwiznę, gdyż nie obłozyli każdej wizytówki z osobna!] a także obrotowe krzesło..................Bogu dzięki oszczędzili mi kaktusika, który dość egzotycznie wyglądał w tej gazecianej scenerii.

Zrobiłam zdjęcie zanim zaczęłam wielkie rozpakowywanie, ale niestety nie mogę go stąd dodać.

Winowajców nie ma. Są na szkoleniu, przyjdą lada chwila. Nie wiem czy działali wspólnie czy osobno. Wyszłam wczoraj przed szesnastą i zostawiłam ich wszystkich w dobrym przedweekendowym humorze. Doprawdy nie wiem, kto się tyle napracował i zniszczył mienie biurowe [ taśma klejąca]

:PPP

Jedno jest pewno. Ktoś się bardzo nudził :PPP

Zachodzę  w głowę  czy i komu ostatnio zrobiłam jakiś żart i ze zdziwieniem muszę  przyznać, że odkąd zostałam szefową, NIKOMU.

A drzewiej bywało bardzo zabawnie. Pomysłów miałam na pęczki.

Re włożyłam dziurkacz do przepastnej torby, który nosiła potem nieświadoma ze trzy tygodnie jednocześnie podejrzewając każdego z nas o jego kradzież:PPP

Zlitowałam się w końcu nad sierotą i jej powiedziałam.

W odwecie wysłała mi listem poleconym prospekt emisyjny jednej ze spółek giełdowych, po odbiór którego stałam pół godziny na poczcie:PPP

Innego razu właśnie razem z Re uknułyśmy doskonałą intrygę, wymierzoną w Zeta.

[Zet: przykładny mąż i ojciec. Obrońca wdów, sierot i uciśnionych. Wróg chamstwa, zaprzaństwa i góralskiej muzyki. Posiada cięty dwocip i duży dystans do samego siebie ]

Otóż wraz z prenumeratą TS dostałam jakąś durną książkę typu harlequine, której oczywiście nie zamierzałam czytać. Ale wyrzucić całkiem nową ksiażkę też było szkoda. Wpadłam więc na genialny pomysł, żeby wysłać ją do Zeta. Wplątałam w to Re. Stworzyłyśmy pismo z logo TS w którym napisałyśmy treść mniej więcej taką [ do dziś pamiętam, choć lat minęło z pięć]:

" Dziękujemy za wzięcie udziału w konkursie Lolitki XX wieku. Niestety nie wygrał Pan nagrody głównej, którą był depilator do fryzur intymnych.Niemniej jednak miło nam jest wręczyć Panu nagrodę pocieszenia w postaci książki " Pocałunki na Mannhatanie"

z poważaniem Redakcja"

Pismo wraz z nagrodą wysłałyśmy pocztą poleconą, oczywiście.

Nie wiem czemu, byłyśmy przekonane, że Zet od razu się zorientuje, że to wkręt i wprost nie mogłyśmy się doczekać kiedy nas za to zruga.

Ale mijały tygodnie i nic.

Zaczęłyśmy podejrzewać, że naszą przesyłkę trafił szlag na poczcie, tak samo jak kilka lat później, moją paczkę z ubraniami Tommego H. Postanowiłyśmy wybadać Zeta:

- Zet, nie dostałeś ostatnio żadnej dziwnej przesyłki pocztowej z nagrodą?

Zet zastanowił się chwilę, podrapał w lekko łysiejące czoło

- a coś dostałem z TS bodajże, jakieś romnsidło, że niby brałem udział w jakimś konkursie, a co Wy też dostałyście?

- tttak...no, ja dostałam

- Ale mają tam bałagan w tej redakcji!!!Już chciałem do nich dzwonić i sprostować, że nie brałem udziału w żadnym konkursie, ale M [ jego żona] powiedziała, że kiedyś miała u nich wykupioną prenumeratę i pewnie stąd mieli adres.....

My tymczasem leżałyśmy już na swoich biurkach płacząc ze śmiechu.......

- Zet, to my Ci wysłałyśmy tę przesyłkę

-Ale jak to?był papier firmowy i logo....................zabiję Was.

I sam zaczął trząść się ze śmiechu......................

 

Ciekawam bardzo czy i u Was we firmach podobne jaja sobie robicie?

Poszukuję inspiracji na prima aprilis:PPP

 

pozdrawiam piątkowo :)))

 

Komentarze (5)
znośna lekkość bytu ;)

  Moje wszystkie myśli krążą teraz wokół mojej talii i odchudzania. Wbrew pozorom chociaż nie spożywam tyle co jeszcze przedwczoraj ciągle myślę o jedzeniu.

Jabłko to nie jest zwykłe jabłko. Rozbieram je na czynniki pierwsze: a ile kcal? a ile weglowodanów? a przed posiłkiem czy po nim?ze skórką czy bez?

Obsesja ma przybrała globalne formy, bo i w domu odchudzam wszystkich przy okazji. Wczoraj do zupki cebulowej  zrobiłam  zwykłe tosty zamiast grzanek z masłem czosnkowym i serem.I choć mój Gepardieu przyjął to ze zrozumieniem, dziecko się zbuntowało i zażądało wkładki serowej:P

Na fitnesie wybrałam hantle o 1 kg większe i ledwo dociągnęłam do końca treningu...a potem nie miałam siły powłóczyć ani nogą ani ręką.Nawet rzęsy miały zakwasy.

Żeby zanadto nie myśleć o jedzeniu poszłam spać wcześniej od syna mego marnotrawnego [20.30], co spotkało się ze słuszną krytyką ze strony Gepardieu.

Za to dziś rano byłam wyspana i rześka. Dodatkowy argument jest taki, że podczas  niewinnego chrapania spala się mnóstwo kalorii [ średnio 62 kcal na godzinę], a przecież nic się nie robi nadzwyczajnego  tylko leży i błogo śni się o wędzonce:P

Dziś od rana rzuciłam się w wir pracy, spożyłam tylko 989 kcal, moje dziecko dostało trzy piątki: z przyrody, niemieckiego i polskiego---------jest cudnie ........................życie na diecie nie jest takie straszne.............................

ta........ wiem, że to dopiero drugi dzień............ale o tym SZA!

Komentarze (9)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |