iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

skutki wywoływania duchów w pracy

Wróciłam niedawno ze spotkania z klientem. I przez cały czas jego trwania  nie mogłam się skupić, bo moje nozdrza drażnione były zapachem jego wody toaletowej. Nie był przystojny, mimo młodego wieku [rocznik 1972] był lekko łysiejący, ale miał uśmiechnięte oczy i przyjemną fizis.

Zamiast skupiać się na tym, co mówił, szukałam w głowie nazwy tej wody i odpowiedzi na pytanie skąd ją znam.A znam ją raczej nie od Gepardieu, bo takich korzennych zapachów nie cierpi.

Nie dawało mi to spokoju, w myślach przewijałam klisze z twarzami wszystkich mężczyzn, z którymi kiedyś bywałam na tyle blisko, żeby ich wąchać;)

Ale nic mi się nie kojarzyło....dopiero przed chwilą sobie przypomniałam.

Spotkałam go na studiach, na imprezie.

Miał urodę latynosa, prawdziwy przystojniak jak z żurnala. A ja miałam wtedy mało powalającą urodę studentki w przydługiej spódnicy i swetrze po kolana.

Nie miałam szans, ale to właśnie koło mnie się kręcił i na tyle skutecznie, że wyszłam z imprezy nie sama i wieczór skończyłam nie w swoim łóżeczku ;)

Zakochałam się bez pamięci. Płomienny romans trwał jednak nie dłużej niż miesiąc. Któregoś dnia zorientowałam się, że nie jestem jedyną jego fanką.

A ja muszę mieć faceta na wyłączność[ nie umiem być kochanką po godzinach]

Długo lizałam swe rany.Dłuuuuuugo.

Ale dzięki niemu przestałam się nosić po studencku. Pokazałam światu swe długie nogi, napisałam wiele rzewnych wierszy i zyskałam pewność siebie, co na pewno przyczyniło się do tego, że poznałam kolejnego przystojniaka. 

Tego właściwego.W założeniach i przysiędze na całe życie.

Jakie to wszystko jest czasem nieprzewidywalne. Nigdy nie wiesz, jakie odległe wspomnienie wywoła w tobie przypadkowe miejsce, spotkanie czy zapach.To jak budzenie umarłych, wywoływanie duchów przeszłości z zaświatów.

Nadal jestem rozkojarzona, a przed oczami wyświetla się moja łzawa telenowela sprzed szesnastu lat. I zastanawiam się intensywnie jak wygląda teraz mój latino lover: czy zostały jakieś ślady jego oszałamiającej urody?

Kim jest? Z kim jest? Gdzie jest?

I trzeba będzie w domu przeszukać zasoby Facebooka i N-k.

 

 PS. z dnia 1 września

Zasoby sieci milczą o moim latino lover.

Komentarze (2)
koniec lata zimny jak jesień...

Pierwszy raz od wielu tygodni obudziło mnie zimne powietrze wpadajace przez rozwarte do granic możliwości okno. Na termometrze złowrogie 9 stopni Celsjusza. Trochę mało, zwłaszcza, że wakacje się jeszcze nie skończyły!

Ciało wyrywa się wciąż ku słońcu, chcąc wziąć sobie go na zapas. Zaopatrzyć swe tętnice. Zapamiętać zapach rozgrzanego łona. Ehhhhhh....Ale to na nic. Na nic...

Obłożone, piękne podręczniki starannie podpisane, które za kilka miesięcy będą całe pokancerowane, teraz odliczają godziny do swego debiutu.

Biała koszula metr 52 już uprasowana. O to prawdziwy zwiastun końca wakacji. Dla tego, co ją założy i dla tej, co ją prasowała.

I w tym wszystkim ja i moje marzenia o spokojnym życiu z nastolatkiem, jego ojcem i psem. Natrętne myśli,  jak przetrwać te 10 miesięcy i co zrobić, żeby nie zwariować.......

?????

Ale poza tym jest dobrze. Dobrze, bo nie za dobrze.

****************

Posłuchajcie tego głębokiego głosu, popatrzcie w te oczy, można się w nich utopić albo przepaść bez wieści na kilka lat....

http://www.youtube.com/watch?v=_8VpOJeUBhY

Komentarze (4)
[nie]pogoda na piątek

Budzenie się w piątek ma zupełnie inny wymiar niż w pozostałe dni tygodnia.

Od pierwszych chwil przebudzenia pachnie nadchodzącym weekendem: leniwym sobotnim porankiem, niespiesznie wypijaną kawą.

Właściwie nieważne,  czy tego dnia budzi mnie miarowy stukot kropli deszczu o parapet  [jak dziś] czy zachłanne promyki słońca rozsadzające żaluzje. Otwieram oczy i wiem. Po prostu wiem, że to piątek.

W pracy chodzi tylko o przetrwanie.

Zaczynam od rzeczy, które muszę zrobić.A poza tym zawsze w piątek kupuję sobie pyszną latte, jest gazetka do poczytania, kawałek czekolady z orzechami.Celebruję ten dzień jako wstęp do jutra. I modlę się. Żeby nic mi nie spadło na głowę do zrobienia na już.

Świat za szklanym oknem korporacji skąpany jest w deszczu, po ulicach smętnie snują się ludzie pod parasolami.Ich szare ubrania bezlitośnie  przypominają o nadchodzącym końcu wakacji.

Ale ciiiiiiiii.......jeszcze za wcześnie by złowróżyć. Odpędzam tę myśl jak natretną muchę.Nie zadręczam się horrorami o nowym roku szkolnym,  jeszcze nie dziś ani jutro. Pomyślę o tym za tydzień.

Przesyłam Wam na cały weekend pozytywne wibracje z piosenki The Cure

http://www.youtube.com/watch?v=wa2nLEhUcZ0

Komentarze (3)
czwarty dzień tygodnia

W ten dzień wstępuje już w nas duch zbliżającego się weekendu, najlepiej jest pozamykać wszystkie niecierpiące zwłoki sprawy, żeby nie spadły nam na głowę następnego dnia, a nie daj Boże, zostawiać je na poniedziałkowy poranek!

Nauczcie się ustawiać sobie deadline na czwartek, wtedy piątek od rana upłynie Wam w przyjemnej atmosferze. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że czasem dostaniemy jakiś zrzut na cito, ale na to i tak nie mamy wpływu więc lepiej skoncentrować się na tym, na co wpływ mamy.

Było kilka słynnych czwartków w historii świata, jak choćby Wielki Czwartek czy Czarny Czwartek [ 24/10/1929 - krach na Wall Street, zapoczątkował Wielki Kryzys Światowy].

Nie będę Was zanudzać opowieściami, które dobrze znacie. Wystarczy, że napiszę, że ani jeden ani drugi nie wyszedł ludzkości na dobre, choć pewnie są tacy którzy uważają, że dobrze że Judasz zdradził Chrystusa, bo dzięki temu został pojmany i skazany przez Piłata i mógł umrzeć dla naszego dobra. Jestem cyniczna i mało empatyczna [ i pewnie bluźnię !] bo jakoś nigdy nie mogłam pojąć tego, co by się stało z ludzkością, gdyby Chrystus nie umarł na krzyżu.Ale to śliski temat,  nie chcąc urazić niczyich religijnych uczuć nie będę  dalej drążyć.Mogę żyć bez zaspokojenia ciekawości w tej kwestii, choć przyznam się, że wyobraźnię mam niczym Martin Scorsese.

Zupełnie inne skojarzenia wiążą sie z Tłustym Czwartkiem, kiedy znajdujemy wymówkę do tego, by żywić się jedynie węglowodanami i tłuszczami strasznie nasyconymi z pączków i faworków.

O czwartku nie ma chyba żadnej piosenki, w każdym razie nic mi się nie kojarzy.

No to na dziś kończę nadawanie - papiery czekają!

:)

PS.

A właśnie, że jest piosenka! I to o całym tygodniu!

http://www.youtube.com/watch?v=9bazKg4XLm8&feature=related

Komentarze (2)
środek tygodnia, końcówka lata

Na tapecie dziś środa, 25 sierpnia, 237 dzień roku. Do Sylwestra zostało  tylko 128 dni, jest więc trochę czasu aby schudnąć i przemyśleć garderobę i ewentualnie zabezpieczyć partnera.

Słońce dziś wstało o 5.34 i będzie na nogach do 19,41.

Środa to dzień w którym przestajemy opłakiwać poprzednim weekend, bo na horyzoncie jawi się już następny. Tak więc środa jest dniem przyjemnym. Można odpocząć po pracowitym wtorku, regenerując jednocześnie siły na czwartek, kiedy to znów trzeba trochę się wziąć, co by piątek mógłby być leniwy.

We środę można poudawać, że się pracuje. Wiem, że to trudne, ale jak ktoś bardzo chce, to potrafi.Ja mam dziś wyjątkowe szczęście bo jestem sama w biurze aż do 12.00, więc nie muszę się specjalnie krygować. Ale na wszelki wypadek wyjęłam dwa segregatory i położyłam je na biurku :P 

Ciekawostka

Wg astrologii Indyjskiej środa to dzień Merkurego, księcia obrotności i bystrości. Merkury odpowiada za intelekt i uczenie się – te czynności szczególnie współgrają z energiami środy. Jest to dzień w najwyższym stopniu sprzyjający porozumiewaniu się z innymi, a także sprawiedliwym ocenom i osądom. Wszelkie rozmowy i negocjacje powinny się zakończyć sukcesem. Kolor wzmacniający środową energię to niebieski - zarówno jaśniejszy, jak i ciemniejszy. Dobrze jest podkreślić go jakimś białym i fioletowym akcentem.

Często to najbardziej niespokojny dzień tygodnia. Środowy pośpiech jest przyczyną wielu nieprzyjemnych zdarzeń. Pamiętajmy wszakże, że Merkury sprzyja wszelkiego rodzaju operacjom handlowym i pieniężnym, zakupom i krótkim wyjazdom, nawiązywaniu handlowych znajomości, podpisywaniu umów. Tego dnia warto próbować rozwiązywać złożone problemy, pisać listy i prowadzić negocjacje. W diecie zalecana jest różnorodność, ale przede wszystkim warto poprawić perystaltykę jelit, jedząc pokarmy roślinne bogate w błonnik – owoce i warzywa. Pójdą nam też na zdrowie orzechy włoskie, zupa z dyni, kompot z suszu owocowego, konfitura z borówek. W środy zaczynamy wszelkie kuracje ziołami spod znaku Merkurego: konwalią, lawendą, piołunem, paprocią, koprem, pietruszką, jałowcem, sokiem z granatu



Wiecej: http://www.eioba.pl/a75849/astrologia_indyjska_znaczenie_planet_dni_tygodnia#ixzz0xbFphr30
 

Jest całkiem przyjemna pogoda, biomet podobno korzystny.Ale dzień się zaczął do bani. Z samego rano ledwo nie wdepłam w niespodziankę od Pumy, która była uprzejma się zrzygać drewnem pochodzącym z naszego wieszaka, którego namiętnie pogryza podczas naszej nieobecności.

Potem przez 40 minut nie mogłam wykombinować w co się ubrać i co chwilę zmieniałam konfigurację, co doprowadziło mojego Gepardieu do wqurwu:P

Ale wciąż jeszcze żyję, więc nie jest źle.

jeśli dziś środa, to może być tylko ta piosenka:

http://www.youtube.com/watch?v=NVFS7nw1z1U

Komentarze (5)
1 | 2 | 3 |