iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

częste mycie skraca życie

Mycie nóg  - zdrowia wróg, Mądrzy ludzie żyją w brudzie....

Przysłowia te, stare jak świat, wcale nie straciły na aktualności. Hołduje im jak zwykle młodzież rasy męskiej.

Szczególnie, gdy powołają się na amerykańskich uczonych, którzy twierdzą, że amatorom regularnego brania kąpieli pod prysznicem mogą grozić uszkodzenia mózgu. A to z powodu nawet małych ilości manganu (w postaci wodorotlenków) wymieszanych z wodą, który dostaje się do naszego organizmu podczas oddychania powietrzem z maleńkimi kropelkami H2O.

Mangan jest uznawany za mikroelement, konieczny do życia. Ale w większych ilościach jego sole szkodzą systemowi nerwowemu. Dr John Spangler z Wake Forest University School of Medicine w New Carolina, który kierował zespołem badaczy, jest alarmistyczny w swych komentarzach. Twierdzi, że jeśli jego badania zostaną potwierdzone, to odkrycie będzie miało poważne implikacje na całym świecie - informuje "Dziennik Zachodni".

Wdychanie manganu znacznie bardziej ułatwia dostawanie się tego pierwiastka do mózgu niż jego picie czy zjadanie. Otwartą bramą do mózgu są tym przypadku komórki nerwowe zmysłu węchu. Przez nie mangan trafia wprost do mózgu - podaje gazeta

Spangler na podstawie doświadczeń na zwierzętach ustalił, że szkodliwa dawka manganu dostaje się do organizmu człowieka już po dziesięciu minutach wystawania pod prysznicem dziennie. Po dziesięciu latach mycia się pod prysznicem zanieczyszczoną manganem wodą dzieci są narażone na egzystencję z ilością szkodliwego pierwiastka aż trzy razy większą od dozy potrzebnej do "odmóżdżenia" szczura. Dorośli amatorzy prysznica mają w swych głowach jeszcze o połowę więcej manganu - pisze "Dziennik Zachodni".(PAP)

Ambiwalentny stosunek do higieny miał mój brat, który dopiero w liceum zaczął regularnie używać szamponu, mydła i dezodorantu.W ślad za nim poszedł niestety mój Tajger, który, jak tylko może, miga się od mycia zastępując je wodą toaletową Fair Play Adidas. No nie wiem, czy to takie fair play dla otoczenia.

W domu go pilnuję, wiadomo, ale jak jest na zimowisku..........

Na zimowisku jest od soboty, dzwoni wczoraj po południu:

-mamo, gdzie są moje klapki, idziemy zaraz na basen, a ja nie wiem gdzie je spakowaliście!

-kochanie, klapki są razem z przyborami do mycia.

-Ooooooo!....... no to cześć!

Dobrze, że w sobotę wraca. Wsadzę go do wanny i będzie się odmaczać do niedzieli.

A mózg, coż ....brytyjskie uczone potwierdziły, iż mózg mężczyzny rozwija się do trzeciego roku życia.Potem już tylko rośnie...:P

Komentarze (12)
nie wiem jaki dać tytuł...

Robiąc porządki w swoim niemałym księgozbiorze, w niektórych pojedynczych wypadkach odziedziczonym po dziadkach, natknęłam się na jakiś straszny staroć z naderwaną okładką. Wyjęłam, obejrzałam jak lekarz pacjenta, zajrzałam do środka jak maszyna do usg.

Była to powieść-dokument Seweryny Szmaglewskiej" Dymy nad Burkenau". Temat nielekki, ale ponieważ jestem pasjonatką historii i literatury faktu, postanowiłam przeczytać.

Autorka była przez 3 lata ( co można uważać za cud prawdziwy, bo średnia długość przeżycia w obozie to około 7 miesięcy) w Oświęcimiu i opisała, co widziała i przeżyła. Mimo ogólnej wiedzy na ten temat byłam jednak wstrząśnięta i poruszona. Często w moich oczach zakręciły się łezki, zwłaszcza w momencie, gdy rzecz dotyczyła masowo przywożonych powstańców i ludność Warszawy. Jak w kalendarzu upadłych dzielnic: dziś Ochota,  jutro Wola, Śródmieście. Czasem padały całe nazwiska.W tym jedno, które było mi znajome.

Bracia stryjeczni babci mojego Gepardieu wyszli do Powstania i nigdy nie wrócili. Przepadli bez wieści. Nie wiem czy ich szukano w Oświęcimiu, ale imię i nazwisko jednego z nich znalazłam w tej książce. Czy to przypadek?

Zbieżność imion i nazwisk? Czy drążyć temat dalej? Odkopywać trupy?

Z jednej strony napędza mnie historyczna dociekliwość, z drugiej ogranicza mnie pytanie, czy mam do tego prawo?

Siedzieć cicho też nie w moim stylu, choć nie chciałbym robić taniej sensacji.

Nie wiem.Nie wiem....

Ale z drugiej strony, jak nawiedzona mistyczka, uważam za znak, że to akurat TA książka nawinęła mi się pod łapę.

Może właśnie po to, by przypomnieć ?

 

Komentarze (3)
praca u podstaw

Słońce zalało cały dom.

Dotarło w najmniejszy zakamarek demaskując bezlitośnie zapomniane dawno brudy.

Widzę wirujące w powietrzu mikroskopjine pyłki i mam wrażenie, że cały dom w nich tonie.

Jednak to bardzo przyjemne mieć znów czas tylko dla siebie.

Można bezkarnie obserwować inwazję pyłków kurzu w swym domu, wsłuchać się w ciszę, w siebie samą.Odpowiedzieć na kilka ważnych pytań, które na co dzień zawadzają w prowadzeniu normalnego życia.

Między tym co muszę, a tym co chcę jestem ja. Ja która się miota.Ja, która wie, że musi coś zmienić w swym życiu. Nie chodzi o zmianę koloru włosów czy fryzury. Chodzi o coś więcej.

Muszę zacząć od siebie.

Zmienić podejście do wielu spraw.

Ustalić sobie cel i dążyć do niego.Bo życie z dnia na dzień przestało mnie cieszyć. Brakuje mi bodźca, inspiracji, planów.

Odnaleźć siebie.

Odnaleźć swoje miejsce w świecie.

I to nie jest depresja ani zimowe przesilenie.To coś zgoła innego. Cisza przed burzą. Manewry przed walką.

Chcę znów robić coś, co sprawia mi przyjemność.

 

Komentarze (8)
przepis na zmysłowy wieczór

Dziecko wyślij na zimowisko lub do babci.

Kup szampana i mrożone truskawki i włóż do lodówki.

Ubierz jakąś niegrzeczną bieliznę albo choćby owiń się różowym boa.

Przygotuj choreografię i zmysłową muzykę.

Nie bądź sobą!

 

Ze względu na zmysłowość wpisu nie wspominam o obowiązkowym goleniu łydek, złuszczaniu i nawilżaniu ciała oraz tym podobnych pierdołach.

:)

 

 

 

Komentarze (2)
jak jem delicje

Jak jem delicje, to nie pochłaniam ich na raz, tylko się delektuję.

Rozbieram ciastko na części: najpierw z pietyzmem obgryzam biszkopt wokół galaretki, potem delikatnie zciągam z niej czekoladę, następnie zjadam spód i dopiero na samym końcu pomarańczową galaretkę kładę sobie na języku i powoli zjadam. 

Takie niegroźne dla zdrowia dziwactwo - rytuał z czasów PRL, kiedy wszystko oprócz chamstwa było towarem deficytowym. W ten oto sposób przedłużałam sobie przyjemność jedzenia.

A mój syn się śmieje, jak mu opowiadam, że kiedyś się zbierało opakowania po dezodorantach, puszki po napojach, papierki po cukierkach [ trzeba było je najpierw wyprostować]

I delicję zjada obrazoburczo wpychając ją sobie całą do paszczy ;P

O tempora!o mores! powiedziała Czarnapantera zajadając ptasie mleczko uprzednio zdjąwszy z niego czekoladowy skalp;)

Każdy ma jakieś dziwactwa, przyzwyczajenia, rytuały.

Lubimy je, bo są nasze. Bo dają nam poczucie bezpieczeństwa. Określają naszą osobowość.

Nie szkodzi, że ktoś z boku patrzy na  nas dziwnie. On też ma swoje dziwactwa, tylko może o tym nie wie ?!

A ty? Jak jesz delicje?

Komentarze (5)
1 | 2 |