iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

jak obsługiwałam angielskiego króla...

....a właściwie męża mojego, strasznie chorego. Przez cały zeszły tydzień, ale mnie wydawało się że trwało to miesiąc!

Choroba przyszła nocą z niedzieli na poniedziałek i wywróciła mój ustalony porządek tygodnia. No, nie to, żeby przez 17 lat naszego wspólnego życia nie chorował. Nigdy wcześniej po prostu nie musiałam znosić jego choroby razem z nim przez 24 godziny!A  jest to prawdziwe wyzwanie! Gepardieu potrafi być upierdliwy i męczący, i bez stanu podgorączkowego!

Mój mąż choruje prawdziwie po męsku: przy temperaturze 38 stopni Celsjusza bredził, że chciałby być skremowany, a jego prochy mają być rozsypane nad Wielkim Kanionem albo przynajmniej nad Zakopanem.Nie miał siły jeść kanapek i musiałam mu gotować kaszkę z syropem malinowym. Pilnować, by zażywał lekarstw w odpowiedniej porze i trzymać za rękę, gdy pił gorzki syropek.

Obłożna choroba, kryjąca się pod nazwą: infekcja wirusowa, nie przeszkadzała mu w tym, aby przez cały dzień oglądać TV czy grać na PeEsie Tajgera. Zamiast błogiej i kojącej ciszy miałam w domu rumor silnika wyścigowego samochodu. W wolnych chwilach okupował mi laptopa, Bogu dzięki, że jakoś nie pytał mnie czy wysłałam CV.  Gdyby to zrobił, mogłoby dojść do przesilenia albo nawet po poważnego kryzysu, w jego chorowaniu, rzecz jasna!

W mieszkaniu terroryzował nas zapach Oilbas Oil, którym Gepradieu co godzina skrapiał swoją pidżamę, szlafrok i pościel!

Gdy wychodziłam z domu albo raczej gdy uciekałam z domu pod pretekstem zakupów i nie było mnie dłużej niż 3 godziny wydzwaniał do mnie i pytał kiedy wrócę i zrobię obiad!

Był tak ciężko chory, że normalnie papierka z cukierka nie miał siły odwinąć!

Gdy mu powiedziałam, że już chyba najgorsze za nim i bedzie mógł wyjść z psem na wieczorny spacer od razu dostał gorączki!

Nie mogłam znaleźć sobie miejsca we własnym domu! Jak chciałam w ciszy poczytać włączał mi głośną muzykę. Mówił, że ona go uzdrawia[ Nirvany słuchał!]; gdy ja chciałam posłuchać muzyki to on właśnie wtedy chciał się zdrzemnąć!

Jezuuuuuuuuu, naprawdę pod koniec tygodnia chciałam go ukatrupić!Na spacerze z Pumą patrzyłam na te jędrne i bezlitosne muchomory i.....na szczęście się powstrzymałam, w krytycznych momentach ubierałam się w dresik i biegałam.

Wstyd mi strasznie, ale nic na to nie poradzę ;)

Już teraz rozumiem moją babcię Mysię, która mimo niespotykanej spokojności,  na emeryturze z dziadkiem pomstowała na niego wysyłając go do diabła cztery razy dziennie!

Najgorsze dopiero przede mną?????

;P

 Ps.

Nareszcie SAMA W DOMU!I  mogę wywietrzyć mieszkanie, sprzątnąć uschnięte zasmarkane chusteczki i oglądać Dzień Dobry TVN.

Luzik w ramionkach :)

Komentarze (5)
wszystko, co najważniejsze

Że jesień ma tyle barw wiedziałam, ale dawno tego nie widziałam.  Codziennie czegoś nowego doświadczam, przekonuję się naocznie jakie jest piękne. Wielobarwne. Wielowymiarowe.

Kontemplacja suszącej się  na tarasie śnieżno-białej pościeli, która w blasku ostrego słońca razi w oczy.

Wdychanie zapachu wypalanej trawy.

Tego, że można tak sobie, bezkarnie siedzieć na tarasie i obserwować i ludzi i chmury i wirujące na chodniku liście, nigdy wcześniej nie doświadczyłam.

Zawsze w pędzie. Zawsze w drodze, z punktu A do punktu B, w rozkroku między życiowymi rolami matki, żony, pracownika, nie miałam na NIC czasu. A teraz mam czas i mam wszystko.Wszystko, czego pragnęłam. To, czego wcześniej nie miałam, za czym tęskniłam.

Pewnie kiedyś mnie to znuży, ale jeszcze nie teraz.

 

 

Komentarze (2)
16.10.2012 Polska - Anglia 1:0 dla kibiców!

 I kto dziś powie, że Polacy nie mają poczucia humoru?!Takiego scenariusza nie napisałby sam Jaś Fasola. Biegnący w strugach deszczu i wodzie po kolana dwaj niesubordynowani kibice są dzisiaj naszymi nowymi bohaterami narodowymi! Szkoda, tylko, że grożą im za to 3 lata więzienia. Tyle samo, zresztą, co Korze za posiadanie marihuany!

Miałbyć mecz, a polskiej reprezentacji znów mieliśmy zaspiewać: Nic się nie stało.... tymczasem...nieoczekiwanie z pomocą przyszedł nam Stadion Narodowy i deszcz, który lał wczoraj w stolicy nieprzerwanie od południa!Rzeczywiście, nie można było przewidzieć, że murawa  szybko zamieni się w pole ryżowe:P

Do meczu, jak zwykle, przygotowałam sie profesjonalnie: było piwo i orzeszki i narodowe symbole na twarzy.Zamiast oczekiwanego dramatu w dwóch 45 minutowych aktach, obejrzałam prawdziwą komedię. Dawno się tak nie popłakałam ze śmiechu.

 

Dziś wszyscy prześcigają się w śmiesznych filmikach i memach. Internet jest nimi przepełniony. Najlepsze z nich na: www.deser.pl

Zapewne ten nierozegrany mecz zapadnie nam w pamięci na długo!

Uważam, że obaj Panowie powinni zostać uniewinnieni.Zmienili stereotyp marudnego Polaka, miejmy nadzieję, że raz na zawsze:)

 

Komentarze (2)
jakoś się kręci

Jesień za oknem, mglisto i zimno na dworzu. Błękit nieba ustąpił szarości. Liście opadają z drzew, jak w tańcu, kręcą piruety zanim spadną na ziemię. Szeleszczą pod butami w ostatnim tchnieniu zanim je zdepczę.

Jesień już a mnie nic nie dręczy. A przecież tyle się wydarzyło, że mogłoby mnie zmieść z powierzchni ziemii.Wtrącić w niebyt, w ponury loch depresji.

Brak złych myśli przed zaśnięciem. Brak złych snów. Brak życiowej opuchlizny.

Jestem.

Jestem ze sobą pogodzona. Nie mam pretensji do świata. Nie mam pretensji do nikogo. Czuję jak rosną mi skrzydła.

Dobra energia wraca, więc daję dużo z siebie. Słowo za słowo, uśmiech za uśmiech. Każdy dobry gest ma znaczenie i wraca do mnie. Z wdzięczności. W ten sposób buduje się relacja między mną a światem. Zburzyłam już ostatni mur między nami.

I nie martwię się, że rano nie było wody, zapchała mi się spłuczka klozetowa i pada deszcz! To stan przejściowy. Wszystko da się ogarnąć. Zamiast umyć się w domu pojechaliśmy z Gepardieu na basen; do spłuczki zawezwałam hydromagika, a deszcz pada już coraz mniejszy....czasem trzeba wziąć na przeczekanie :)

 

 

  

Komentarze (5)