iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Jezus Maria!

Płonęła cała Stodoła podczas jej wczorajszego koncertu. A my, ludzie psy, potrafiliśmy podtrzymać ten ogień!

Zgromadzony tłum ryczał razem z Marią Sorry Polsko, Pan nie jest moim pasterzem, Padam.

I ja padłam na kolana  przed mistrzostwem jej częstochowskich rymów. Jej teksty podpalają duszę. Niepokoją. Bolą. Są żywe, z krwi i kości, zwłaszcza z krwi. Pulsują w głowie, nie dają zasnąć. Są mi tak bliskie, że niemal czuję jakby włożyła rękę do głowy i wyjęła moje myśli, pożarła je i opublikowałą na fejsbuku!

Maria Peszek, tak jak ja, choruje na skoliozę emocjonalną, jak ja odłącza się od stada, obok siada, pan nie prowadzi jej, sama prowadzi się, jak chce, gdzie chce....I chwała Bogu [sic!] w zalewie muzycznej tandety, grafomanii, potrzeba kogoś takiego jak ONA.

Charyzmatyczna i kontrowersyjna artystka podłożyła ogień pod polityczną poprawnością, którą młodzi ludzie rzygają i przeciw której się buntują!Chcą usłyszeć prawdę, nawet tą niedoskonałą, chorą, czarną. Mają dosyć TVNowskich seriali, które kreują sterylną rzeczywistość konsumpcyjną....jaka często istnieje w ich domach. Kołtuństwo wciąż się szerzy, Dulskich przybywa! A młodzi się na nich wypinają!

Wypina się na nich Maria Peszek. Wypinam się i ja. Sorry.

 

http://www.youtube.com/watch?v=8dzNqORtRWU

 

 

 

 

 

Komentarze (0)
poseł każe, żona musi...

Żona polityka nie ma klawego życia. Występuje zawsze w cieniu męża, stanowi jego background, a czasem nawet back up. Czeka z ciepłym obiadem i nigdy nie wie czy mąż poseł, premier, minister wróci do domu, zanim schabowy się zjara na patelni.

Nie chwaliła sobie życia w cieniu męża Danuta Wałęsa, o czym już nawet sztuka jest wystawiana na deskach teatru Polonia.

Ciekawe zaś, jak się dziś czuje żona posła Górskiego?

Poseł Artur Górski, jakby ktoś jeszcze nie kojarzył, to ten od sławnego cytatu "Barack Obama to nadchodząca katastrofa, to koniec cywilizacji białego człowieka"

Dziś znów zabłysnął wypowiedzią, że kazałby rodzić własnej żonie dziecko pochodzące z gwałtu. Ciekawe czy  w ogóle rozmawiał z małżonką na ten temat, czy dopiero dzisiaj z Superaka się dowiedziała, jakie ewentualne plany w przypadku nieszczęścia miałby wobec niej jej ślubny?!

Nie zdziwiłabym się  też wcale gdyby jednakowoż się okazało, że poseł Górski nie ma żony, dlatego tak łatwo mu takie rzeczy głosić!

Bardzo możliwe też, że dzisiaj rano jeszcze żonę posiadał, ale po przeczytaniu tego wywiadu spakowała walizki i uciekła tam, gdzie może decydować o własnej macicy.

Jeśli zaś tego jeszcze nie zrobiła, to sama nie wiem komu bardziej współczuć? Żonie Górskiego takiego męża czy Górskiemu takiej żony?

 

Komentarze (1)
szuka pracy

Najchętniej takiej, w której może pisać. Może być udział w bezpłatnym stażu [a niech tam!].W Warszawie.Chciałaby pracować w redakcji gazety, czasopisma, Tv, radio, Internet.

Nie żartuje.

 

Komentarze (2)
?

Gdy się nie chodzi do pracy żaden dzień nie jest wyjątkowy, ani gorszy ani lepszy. Każdy jest tak samo dobry. Każdy jest wyczekiwanym piątkiem.

Rodzą się nowe rytuały, te z gatunku przyjemnych. Jak poranne wspólne śniadanie z Gepardieu, poranny spacer z psem, joga. To, jak wyglądać będzie ten dzień zawsze zależy tylko ode mnie.

Nie tęsknię za tym, co utraciłam, czego zostałam pozbawiona. A jednak, od czasu do czasu, za plecami czuję oddech własnego strachu przed tym, co będzie potem? POTEM jak skończą sie pieniądze z odprawy, a ja będę bez pracy......

Komentarze (4)
tak się chwalę:)

Będąc starą studentką, choć jak się okazało wcale nie najstarszą,  mam do czynienia z bardzo młodymi ludźmi! Oj tak, niestety doszłam już do tego leciwego wieku, że kolegom z roku mogę powiedzieć: chłopcze, mógłbyś być moim synem!

To są dzieciaki o sześć lata starsze od mojego Tajgera!!!! I mają podobne podejście do życia, tak dla mnie niezrozumiałe. Urodzili się i wychowali w innej Polsce niż ja. Nie ciągną za sobą bagażu kompleksów człowieka z PRL-u; już po liceum biegle mówią po angielsku; mają niesamowicie niezachwiane poczucie własnej wartości i wiary, że mogą wszystko!

A ja? cóż- lata całe minęły zanim uwierzyłam w siebie!

Podejściem do nauki różnimy się diametralnie: ja nie opuszczam żadnych zajęć, w przerwach chodzę do czytelni i  aktywnie biorę udział w dyskusjach. Oni siedzą cicho, jak myszki pod miotłami.Nie wiem dlaczego: czy im się nie chce czy nie mają nic do powiedzenia? Po zajęciach gnam do domu, żeby z kieliszkiem wina i mężusiem u boku odsapnąć w miękkim fotelu, a oni go clubbing!!!W Niedzielę rano zawsze jest słaba frekwencja na wykładach!

 

Za mną dopiero trzeci zjazd, a mnie już otwierają się nowe szufladki na informacje, fizycznie wręcz czuję jak rodzą się szare komórki, tak bardzo złaknione wiedzy!

Mój Gepardieu mówi, że z zazdrością obserwuje jak się zmieniam, jaka jestem szczęśliwa, podniecona i pełna energii! Zazdrości mi, że uczę się tego, co mnie interesuje, co lubię, co rozumiem!

I kto by pomyślał, że mój Księgowy nie był szczęśliwy studiując Ekonomię?????Dałby ktoś wiarę????:P

ps.I wyzywa mnie od kujonów, bo dostałam piątkę z colloquium wstępnego z Historii :P

 

 

 

Komentarze (5)