iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

żyję!piszę!chwalę się!

Powoli, ale systematycznie wchodzę na właściwą drogę. Wchodzę na nią nie tylko dlatego, że jestem utalentowana(!) i zdeterminowana, ale też dlatego, że spotykam na swojej drodze Ludzi Dobrej Woli. Swoją ważną rolę odegrał też ten blog, któremu przez kilka lat wiernie powierzałam swoje myśli i słowa. Dzięki tym wszystkim  cudownym zbiegom okoliczności można przeczytać mój wywiad z Tomkiem Karolakiem...

http://www.iwoman.pl/na-serio/reportaze-i-wywiady/ojciec;byl;dla;mnie;wzorem,242,1,1568498.html

 

Wszystkim, którzy trzymali kciuki bardzo dziękuję, trzymajcie dalej. Na pewno się przydadzą ;-)

Wszystkim, którzy byli sceptyczni i uważali mnie za wariatkę głośno krzyczę: BYLIŚCIE W BŁĘDZIE!

ŻYJĘ! PISZĘ! I JESTEM SZCZĘŚLIWA!!!!!

Komentarze (9)
zawał uczuć

 zawsze wydawał mi się duży.ogromny przez władzę, jaką nad nami miał wówczas. jego świdrujące oczy zdawały się widzieć wszystko.zwłaszcza to, co chcieliśmy ukryć. 

nie raz, nie dwa skuleni podczas awantur wyobrażaliśmy sobie z bratem, jakby to było cudownie, gdyby go nagle zabrakło. gdyby zniknął.zapadłby się pod ziemię. bez wieści, z dnia na dzień.ot, tak.

za dzieciństwem swym nie tęskniłam nigdy. z radością wyfrunęłam z rodzinnego gniazda zostawiając za sobą wszystkie upokorzenia, i obrazy , które chciałam zapomnieć.ale nie, nie byłam molestowana, bita.byłam, czułam się nieakceptowana. to także boli. może bardziej?

do dziś. do dziś triumfowałam, odcinałam się od przeszłości złej, podłej i nikczemnej. do momentu, w którym zobaczyłam go na szpitalnym łóżku. był blady, przerażony i taki ......kruchy....zrobiło mi się go żal. ....swym zagubieniem, niewiedzą, przerażeniem okazał swoją słabość...tak pewnie myślał, a dla mnie po raz pierwszy okazał się człowiekiem,  a nie nadojcem, nadczłowiekiem.

otarłam się o jego śmierć i w pierwszej chwili poczułam złość, bo musiałam wszystko rzucić, a potem ulgę......zawstydzającą...teraz już nie jestem ani tak kategoryczna ani tak pewna. jestem....jestem może nawet smutna..

tylko bez gloryfikacji, Walczak, nie miałaś lekko..............................................................................................................................................................................

 

 

 

Komentarze (1)
to już rok...

 Tak. Dziś dokładnie mija rok odkąd nie pracuję już w korpo. I co? I wszystko! Żyję, oddycham, nie wpadłam w depresję, otyłość, lekomanię, alkoholizm, narkomanię. Owszem, mam mniej kasy na koncie, ale jak widać nie jest to problem. Mam co jeść, w czym chodzić, za co jechać na wakacje. Nie mam etatu, karty Multisportu i zdolności kredytowej.

Ale wyglądam z 5 lat młodziej niż rok temu, a czuję się młodsza o co najmniej 10! Zapewne stało się to za sprawą koleżanek i kolegów (zwłaszcza kolegów!) ze studiów i przebywania w ich towarzystwie. Jestem jak wampir - wysysam z nich wszystko, co mają najlepszego: młodzieńczą energię, pasję i pewność siebie, której wciąż mi tak brakuje.

Mój status zawodowy to teraz freelancer. Jestem człowiekiem do wynajęcia, zarabiam pisaniem, na tematy tak różne i dziwne, że w głowie się nie mieści. Ale nie stoję w miejscu, wciąż coś robię. Piszę! Dlatego teraz ten blog jest tak niedopieszczony i nieco zaniedbany: co kiedyś było odskocznią od codzienności, dziś stało się chlebem powszednim! 

Tak wiele przeżyłam przez te 365 dni, poznałam masę wspaniałych ludzi  i siebie zobaczyłam w zupełnie nowych sytuacjach. Doznałam też trochę rozczarowań. Najważniejsze doświadczenie to takie, że zawód dziennikarz ma dziś najgorsze skojarzenia. Dziennikarstwo zajmuje się grzebaniem w śmieciach Kamili Łapickiej, szpiegowaniem córki Maćka Stuhra i jego byłej żony. Upadek tego zawodu jest bliski, ja jedna w tym nie przeszkodzę, ale też nie pomogę. Dystansuję się. 

Choć, za 10 miesięcy skończę 40 lat, wiem, że  jestem dopiero na początku właściwej drogi zawodowej. Na szczęście, tu nie ma terminu przydatności, tak jak w sporcie, czy modellingu. Im więcej zmarszczek na twarzy, sercu i mózgu tym lepiej. Tym więcej. Tym mocniej.Tym bardziej mogę okazać się potrzebna. Nie wiem dokąd zaprowadzi mnie ta droga. Nie mam pojęcia gdzie będę za rok, za pięć, za dekadę. Ale wiem, że się nie cofnę. Nie zawrócę. Nie spocznę.

Wiem jednak, że jestem szczęśliwsza. Dużo szczęśliwsza jestem dziś....choć trochę czuję się jak włóczęga, niespokojny duch....

 

Komentarze (1)
Morfina

Wakacje. Koniec sesji. Przyspieszony oddech w rozgrzanym mieście. Nareszcie można przeczytać stertę książek, które zalegają u mnie od Bożego Narodzenia! Życie prymusa bowiem upływa na czytaniu literatury fachowej. Żadnej tam beletrystyki tylko podręczniki. Nauka, a nie wkuwanie, czytanie ze zrozumieniem a nie wpatrywanie się tępo w zapisane kartki. Dzięki temu sesja zakończona sukcesem własnym, a nie cudzym. Satysfakcja nie do opisania. Radość, ale i ulga, że mam spokój do 12 października.

Więc czytam.

Przeczytałam Morfinę Szczepana Twardocha. Paszport Polityki zasłużony, nominacja do Nike też, mam nadzieję, że wygra. Dobra, polska literatura. Świetny język. Działa na wyobraźnię. Jest sugestywna, soczysta, prawdziwa, choć zmyślona. Książka, jak jej tytuł, ma działanie narkotyczne, wciąga i nie można się od niej oderwać. 578 stron przeczytane w kilka dni jak w transie, na głodzie, w delirium tremens niemalże.

Przeczytane.

Pozostał niedosyt. Zakończenie przewidywałam, ale tym razem powstrzymałam się i nie zajrzałam, jak zwykle, na ostatnią stronę. Autor celnie żongluje kluczowymi postaciami okresu II wojny światowej, ale bez sztuczności i przemądrzałej wszystkowiedzy. Czułam się częścią tego świata. odbierałam go wszystkimi zmysłami.  

O czym ?

O przedwojennym bawidamku - morfiniście nadużywającym życia, alkoholu, narkotyków i kobiet, którego hulaszczy tryb bycia diametralnie zmienia wybuch II wojny światowej ( wybuch wojny zmienia życie wszystkich, ale najbardziej daje po nosie bon vivantom). Mimo wojny i zgwałconej Warszawy główny bohater nade wszystko pragnie seksu z żydowską kochanką i morfiny. Jest złym człowiekiem, ale los niespodziewanie daje szansę na poprawę reputacji.

Czy może się to udać, taka przemiana bohatera rodem z Potopu czy Pana Tadeusza?

 Konstanty Willemann jest bohaterem na wskroś romantycznym. Na resztę odpowiedź znajdziecie w książce.

 

 

 

 

Komentarze (0)
w telegraficznym skrócie

Zmęczona.

Sesją. Brakiem pracy. Słońcem. Małostkowością innych. Fałszywością innych. Zazdrością innych. Podejrzliwością innych. Własną bezwiarą, bezczułością i bezsennością.

Czekam.

Na cud. Na przelew. Na nowy odcinek Dextera.

 Stop ludziom złej woli. Stop niedomówieniom. Stop snobom. Stop 

 

 

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |