iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

radość o poranku

Podobno mam Wenus i Jowisza w swoim znaku. Dzięki temu  mam czuć się doskonale  psychicznie i fizycznie, a dodatkowo emanuję osobistym urokiem przyciągającym innych.

 Jasne, kurwa mać!

Się tak dziś czuję komfortowo, że brak mi kulturalnych słów, by to opisać!

Nie pamiętam, którą nogą wstałam, ale wszystko wskazuje na lewą!

 Po pierwsze śnił mi się Prezio, że ja mu niby wysłałam link do swojego bloga!!!!!!!!

Po drugie miałam biegać o 5,30, ale budzik źle ustawiłam i obudziłam się godzinę później, więc o bieganiu nie było mowy.

Po trzecie znowu zaciął się mój mechanizm decyzyjny i nie wiedziałam jak się ubrać.

 

Nieogolone łydki zdyskwalifikowały na starcie sukienki. Spodnie były nie uprasowane. Fuck. Poziom mojego wqurwu, co jest oczywiste, stale wzrastał. I zaczęło się zrzędzenie pod nosem: kurwa, że też ja muszę być biurwą i jakiegoś pierdolonego dress codu muszę się trzymać, jak ja nienawidzę swojej pracy, tego co robię, w jakich godzinach pracuję i jak muszę się ubierać!!!......Gepardieu stał w progu sypialni i z ironicznym uśmieszkiem przyglądał się jak co chwilę się przebieram.....byłam w nastroju do wypowiedzenia wojny, ale nie miałam na to czasu!Zignorowałam go, a on do mnie w te słowa:

- olej dress code i ubierz się jak chcesz!

- ale ja mam dziś ochotę na szmaciarską spódnicę do samej ziemii, sandałki na rzemyku i ramoneskę!!!!

- może jeszcze turban na głowę?pasowałby Ci!

No i mnie rozmontował tym tekstem. Napięcie opadło i za chwilę znalazłam idealną stylizację. Oczywiście idealną z mojego punktu widzenia. Z biurowym dress codem nie ma wiele wspólnego. Nadal jednak daleko mi do stanu nirwany, który wmawia mi mój horoskop! A szkoda!

http://www.youtube.com/watch?v=jgHDhFQdqRY

 

Komentarze (0)
z biało-czerwoną opaską

Niecałe 33 minuty zajęło mi przebiegnięcie 5 km w XXII Biegu Powstania Warszawskiego.

Atmosfera była wspaniała, podniosła i wzruszająca, temperatura powietrza nie do zniesienia. Niemiłosierna duchota. Powietrze lepkie i gęste, wilgoć osiadała na twarzy. Z każdym kilometrem traciłam siły, myślałam już żeby się zatrzymać na chwilę, odsapnąć. Na szczęście Gepardieu, który biegł razem ze mną, dopingował mnie, coś do mnie mówiąc, zabawiając inteligentną rozmową. Ale ja byłam maksymalnie skoncentrowana na własnym, słabym oddechu - nie słuchałam go, słowa trafiały w przestrzeń odbijając się od innych biegaczy.

Było bardzo ciężko, miałam mniej siły niż w Biegnij Warszawo na 10 km. Ale w tak gęstym powietrzu i temperaturze około 30 stopni trudno się biega. Tracąc siły i nadzieję na szczęśliwy koniec myślałam tylko o jednym: o chłodzącym się w lodówce Desperadosie ;)

Zasapana, ale szczęśliwa ukończyłam bieg z całkiem niezłym jak na amatora wynikiem. Nie muszę stawać na podium, by wygrać; nie muszę pobijać rekordów. Ważne, że każdy ukończony bieg jest powodem do radości, a nie do reanimacji ;)

Wróciliśmy do domu zmęczeni, ale jakże z siebie dumni! Pokonaliśmy własne słabości i morderczy upał. Oddaliśmy Hołd.

Pierwszy łyk Desperadosa bezcenny :)

ps.

W szufladzie zbieram medale niczym Dexter Morgan szkiełka z krwią ofiar. Ale w przeciwieństwie do niego moje trofea są wynikiem zwycięstw nad słabościami i mogę się nimi pochwalić!

Komentarze (2)
metamorfozy

Szukam weny.

W dyskretnym dźwięku włączonej klimatyzacji, w zapłakanych deszczem szybach. I jedyne, co mi przychodzi do głowy to cudze słowa.

W monitorze odbija się zmęczona twarz.Opuchnięte powieki, nos czerwony i pełny kataru. Nie sposób ukryć pod makijażem źle przespanej nocy.

I do tego nic się nie chce.

Ciało poddawane codziennej torturze buntuje się. Poszłoby na wagary bez podkładu na twarzy i różu na policzkach. Założyłoby trampki, dżinsy i nieuprasowany tiszert [może niekoniecznie w tej kolejności ;)] I zrobiłoby coś innego niż zawsze. To się chyba nazywa URLOP, ten czas kiedy zrzucamy kostiumy uszyte nie na naszą miarę i nie tuszujemy cieni pod oczami.

Tymczasem deszcz przestał padać, słońce suszy kałuże na ulicach. Powoli dokonuje się łagodny lifting miasta.

W monitorze odbija się słońce. Nie widać opuchniętych powiek ani zmarszczek mimicznych. Ciało nakarmione poranną kawą i jagodzianką mobilizuje się do pracy. Nie jest głupie, wie, że trampki muszą jeszcze poczekać....

zdjęcie: google images

Komentarze (1)
mam na imię Strach

Atmosfera w pracy, mimo piątku i wakacji, zawiesista. W powietrzu wyczuwa się wisząca siekierę, która nie wiadomo kiedy spadnie i komu utnie łeb.

Zagrożeni są wszyscy od Prezesa po sprzątaczkę. Lud snuje się po kątach i czeka na pierwszą ofiarę.

Co dziennie pojawiają się nowe plotki szerzące panikę w coraz to innym dziale. Wakacyjne plany odsuwają się, nikt nie chce opuszczać swojego miejsca pracy. Każdy się boi. Panika udzieliła się również i mnie, w końcu tyle mam kredytów do spłacenia!

Na rynku w branży finasowej zwolnienie na skalę masową. Znalezienie pracy w takiej sytuacji graniczy z cudem.

Jeden z kumpli śmieje się, że najwyżej na kasę do Tesco pójdzie. Oczami wyobraźni widzę go w pampersie i mimowolnie się uśmiecham. Ja mam wyższe aspiracje: do Sephory aplikację złożę, może mnie przyjmą?

Komentarze (3)
dobry początek

Spokój na horyzoncie.

Stresy wszelkie poza nami. Koniec roku w szkole. Koniec rekrutacji do gim. Piękna pogoda. Tajger na wakacjach.

Bardzo się cieszę, bo mój syn do wymarzonej szkoły został przyjęty, pewnie duże znaczenie miała jego punktacja z egzaminu szóstoklasistów: 31 pkt, przy średniej warszawskiej 27. Trzecia lokata w szkole - to było wielkie zdziwienie i zaskoczenie dla nauczycieli i dla nas też. Nie wierzyliśmy w niego, ale jemu się udało. I w pięknym stylu ukończył szkołę podstawową zostawiając wszystkich na kolanach, niemalże!

To budujące jest bardzo.

Nareszcie jakiś powód do dumy z pierworodnego. Odbieram to jako dobrą wróżbę na przyszłość. Nie tylko jego ale i naszą wspólną. Niech mu się zawsze wszystko w życiu układa jak sobie wymarzy, nie tak jak jego mamie :( zawsze pod włos, nie tak jak by się tego chciało, jak się wymarzyło. Ja od razu dostałam kopniaka od losu, na samym starcie, jak się nie dostałam do wymarzonego liceum. Podcięło mi to skrzydła na kilka lat. Baa, może nawet zawarzyło na zawodowej przyszłości, kto wie...

Oczywiście nie łudzę się, że w związku z tym życie z gimnazjalistą pod jednym dachem będzie sielanką!Wszyscy naookoło straszą mnie, że będzie KOSZMARNIE. Cóż, przygotuję się na najgorsze...mam nadzieję, że niepotrzebnie!Tymczasem jednak nie zamierzam się tym przejmować, w końcu są wakacje.W końcu SĄ.

 

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |