iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

dmuchawce, latawce, wiatr...

Będąc w pilnej potrzebie ochłodzenia się, udałam się prywatnie na lody w czasie służbowym, ofkors.

Kulki o smaku wiśni i bezy [!!] roztapiały się na zwrotnikowym powietrzu, a stopy me obute w niebotycznie wysokie koturny zapadały się w rozgrzany asfalt. Nieskazitelny błękit nieba wystarczył, abym przypomniała sobie wakacje z czasów mojego dzieciństwa.

Zatęskniłam.

Do opalania na pomoście, oblewania wodą z cynowej konewki.

Twarz w słońce bez żadnych kremów z filtrem. Głowa nagrzana, ale wolna od trosk i pośpiechu.

Bieganie boso od świtu do zmierzchu, brudne stopy, pospiesznie zjadana pajda chleba ze śmietaną i cukrem.

Kłótnie z koleżanką, bijatyki z kolegą. Posiniaczone kolana i rozwalona pięta na trzepaku.

Wakacje już nie smakują jak wtedy:(

Muszą być zaplanowane w marcu, zarezerwowane w maju, zapłacone w czerwcu.

Misterna logistyka i skrupulatne finanse odzierają je z tego czegoś miłego, beztroskiego....czym były kiedyś.

Dorosłość jest przereklamowana.

http://www.youtube.com/watch?v=BBMxpP-MqLo

Komentarze (0)
niecknienie

Trzy dni to jednak za mało, by zacząć tęsknić za codziennością. Kocham moich chłopaków, ale naprawdę chciałabym, aby kiedyś zamiast spływu Świdrem wybrali się na Krutynię. Nie byłoby ich wtedy z tydzień albo i dłużej i może by mi się za nimi zackniło. A tak pozostał niedosyt i niedojedzone pulpety w sosie koperkowym, którymi pogardzają ;)

Wrócili zapyziali jakby z cywilizacją nie widzieli się z miesiąc, stęsknieni  białej pościeli i kotleta schabowego z buraczkami. Spaleni słońcem, zjedzeni przez komary. Do sterylnie wyczyszczonego domu nanosili piasku i zamieszania. Zmącili spokój i ciszę. Od razu się pokłócili, o coś tam. Aż trudno uwierzyć, że przez trzy dni byli w męskiej komitywie, jak obaj utrzymują....

.... I tylko pies znów jest przeszczęśliwy, bo całe stado w komplecie.

 

Komentarze (2)
pantera sama w domu 3...

...dni. I mogę robić nic.I mogę robić wszystko. Nic nie muszę oprócz wychodzenia z psem, ale to żadna przykrość!!!!Wyprawiłam właśnie swoich panów na męski wypad.Będą spać pod gołym niebem, kąpać się w kałuży i nawet nie chcę wiedzieć co jeszcze!Przed wyprawą obaj czytali Urodzony by przetrwać Beara Gryllsa, więc jestem o nich absolutnie spokojna!

A ja? Ja cóż, będę robić tylko to, co lubię. Zero sprzątania, zero prasowania. Będę się smażyć na słońcu, czytać, jeść bób, słuchać smutów i cieszyć się swoją samotnością.

Jestem typem mieszanym  lubię być w centrum zainteresowania, ale też bywa, że chowam się do kąta. Po niezwykle rozrywkowym czerwcu i emocjonujących wydarzeniach mam ochotę przycupnąć w kącie tylko we własnym towarzystwie. Posłuchać swoich myśli, skoncentrować się na własnym oddechu i swoich zachciankach. Porozpieszczać się. Napawać się ciszą. Jeść w łóżku, spać z psem, zapalić nielegalnego papierosa do kawy. Nie robić obiadu z sześciu dań,  nie prać, nie prasować, nie układać ubrań w szafie, choć to ostatnie akurat by się przydało...ach!!! właśnie wpadłam na genialny pomysł: zamówię sobie do sprzątania i prasowania pańcię sąsiadów! Bossski plan, pal licho, że kosztowny!

Jutro kibicuję Włochom! To, co zrobili z Niemcami, rozłożyło mnie na łopatki! Miło było popatrzeć jak po przegranym meczu z niedowierzaniem snuli się po boisku!! Forza Italia!!!!

Idę się rozpieszczać, szkoda każdej chwili!!,

 

 

 

 

Komentarze (0)
ne, ne ubijajte mne Pane Terminatore!

A jednak Terminator Czechów ubił. Wystarczył jeden celny strzał Ronaldo. Nawet mu grzywka nie zadrżała jak wbijał gola naszym południowym Sąsiadom. Czesi grali tak jak zawsze grają Polacy. Napieprzali w pierwszej połowie, za to w drugiej nie mieli już siły! Rządziła Portugalia.

I ja tam byłam - bezalkoholowe piwo piłam! Za okrągłe 12 złotych!

Właściwie jedyne co mi się na wczorajszym meczu nie podobało to ceny właśnie! Hamburger 12, hot-dog 10, cola 10, guma do żucia 4 zł. Ale kolejki były długie i zakręcone!

Stadion Narodowy ogromny ze zewnątrz, w środku wydał mi się wcale nie taki wielki!! W telewizorze robi większe wrażenie! Na trybunach przeważająca ilość czeskich kibiców i Polaków, którzy zdecydowanie wspierali Pepików. Meksykańska fala była kilka razy pod rząd. Zawsze zatrzymywała się na szarych garniturach czyli strefie smutasów UEFA, którzy nie chcieli brać udziału w zabawie, za co dostawali zasłużenie gwizdy i buczenie! W tym czasie mało kto chyba zwracał uwagę na to, co dzieje sie na boisku. Ja byłam bardziej skoncentrowana na tym, żeby w odpowiednim miejscu wstać z rękami do góry ;)!

 Czesi dopingowali swoją drużynę okrzykiem: CZESI a także: "Kdo neskáee, neni Eech, Hop Hop Hop!" oraz "Ole, ole, ole, ole vyhrajeme, vyhrajeme!". Portugalczycy, których mieliśmy po swej lewicy, też coś krzyczeli, ale tego normalny człowiek nie jest w stanie ani powtórzyć ani tym bardziej zrozumieć !

Atmosfera była świetna. Udzieliła mi się energia, radość Portugalczyków i smutek Czechów po przegranej.

Zabrakło zaś złotoustego Szpakowskiego!W pewnym momencie zorientowałam się, że nikt nie komentuje, nie wiem, kto jest aktualnie przy piłce.... Aż zatęskniłam za tą słowną ekwilibrystyką  w stylu: "Włodek Smolarek krąży jak elektron koło jądra Zbyszka Bońka" 

Jestem pod wrażeniem nie tylko świetnego meczu, ale też  znakomitej organizacji, czystych i pachnących toalet, kompetencji ochrony, wolontariuszy i kibiców!

Polacy przyszli w biało-czerwonych barwach jakby to Nasi grali. Kilka razy w ciągu meczu śpiewaliśmy "Polska biało-czerwoni"........choć nie wiem po co..:(
Po meczu kibice zaludnili knajpki Saskiej Kępy, która tętniła życiem jak  Tokio czy NY. I my przycupnęliśmy w ogródeczku między Czechami a Portugalczykami i wspólnie wznieśliśmy toast za piłkę nożną! I jedni i drudzy wychwalali Euro, Warszawę i Polaków. Poczułam wtedy wzruszajacą dumę z tego, że Jestem Polką!

Polecam gorąco wszystkim taki sposób dowartościowania !

Komentarze (0)
17 lat minęło...dopiero!

Tak się złożyło, że przez ostatnie trzy tygodnie pracowałam dość nietypowo: od 10 do 16.00, w  lokalizacji z dala od Centrum, za to blisko domu. Miałam więc czas na poranny rozbieg bez zadyszki. Budziłam się bez pomocy budzika, biegałam, zjadałam spokojnie śniadanie na tarasie.

I pranie zdążyłam zrobić i trawę podlać! Gdy wracałam pranie już było wysuszone; miałam czas na obiad, wino, seks i Dextera ;)

Bez pośpiechu się żyło. Bez gonitwy co dziennej niewdzięcznej, gdzie rządzą chaos, korki, stres. I od razu nasze życie rodzinne i małżeńskie na tym skorzystało. Trzy tygodnie bez naporu i burz. Ocean spokojny. Na wszystko była ochota i czas. Bez skrętu kiszek i nerwów. Bez złości zduszonej głęboko wypływającej jak lawa przy pierwszym grymasie, pretensji, słowie.

Jakie to niesprawiedliwe, że człowiek całe niemalże swoje dorosłe życie traci w korkach i klimatyzowanych lochach korporacji. A tak mało mamy czasu dla siebie. Dla rodziny.

Żyjemy biegnąc - na bezdechu! Nawet gdy się potkniemy, nie ma czasu na roztkliwianie, gdyż za plecami mamy całą resztę, gotową nas zdeptać w Wielkiej Gonitwie. Nie biegniemy, by wygrać. Biegniemy, by przetrwać. By się nie dać wdeptać w beton, odsunąć na bocznicę życia.

Doba ma 24 godziny. Przy zdrowym założeniu, że 8 zajmuje nam spanie, 9 godzin w pracy, 2 w samochodzie/tramwaju/pociągu na dojazdach, to ile nam zostaje dla rodziny? Za mało, za mało, za mało!

Więc przez te trzy tygodnie strasznie się rozmarzyłam o takim systemie pracy do 67 roku życia, żeby tylko sześć godzin w biurze być zamiast ośmiu.

Czy ktoś naprawdę w biurze pracuje bite osiem godzin? Ile czasu tracimy  na kawki, gazetki, pogawędki, internet, telefony, umawianie się do stomatologa, ginekologa, na lancze, brancze i inne srancze....A przez ile godzin faktycznie wykonujemy swoją pracę? U mnie, przez te 3 tygodnie, okazało się, że wystarczy sześć godzin. Dawno nie byłam tak pilna i tak dobrze zorganizowana!

Poza tym przychodziłam do pracy wyspana, zrelaksowana i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku domowego [ podlana trawa, zrobione pranie!] i spokojnie mogłam wziąć się do pracy. Moje myśli nie krążyły wokół tego, co domowe: co zrobić na obiad? Rany, zapomniałam wyjąć mięso z zamrażki!  Jak wrócę to muszę uprać, posprzątać i poprasować! A  kiedy znajdę na to czas?!  Przez sześć godzin PRACOWAŁAM. Po prostu.

Zastanawiam się kiedy jakiś Amerykańki Instytut Badawczy zrobi badania na temat  pracy w biurze i wpadnie na te same wnioski co ja. A mianowicie, że gdybyśmy  pracowali krócej bylibyśmy szczęśliwszymi ludźmi a jednocześnie bardziej efektywnymi pracownikami!!!

Ale wszystko, co dobre szybko się kończy. Młodość, czekolada.... i praca po sześć godzin też!

Od trzech dni nie mogę się znaleźć w tym kieracie i nie mogę odżałować, że najpiękniejsze lata swego życia spędzam za biurkiem hodując sobie lordozę, ślepotę i cieśń nadgarstka.

I pomyśleć, że minęło mi dzisiaj dopiero 17 lat pracy! O Bogowie!!!

Komentarze (2)
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |