iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

poseł każe, żona musi...

Żona polityka nie ma klawego życia. Występuje zawsze w cieniu męża, stanowi jego background, a czasem nawet back up. Czeka z ciepłym obiadem i nigdy nie wie czy mąż poseł, premier, minister wróci do domu, zanim schabowy się zjara na patelni.

Nie chwaliła sobie życia w cieniu męża Danuta Wałęsa, o czym już nawet sztuka jest wystawiana na deskach teatru Polonia.

Ciekawe zaś, jak się dziś czuje żona posła Górskiego?

Poseł Artur Górski, jakby ktoś jeszcze nie kojarzył, to ten od sławnego cytatu "Barack Obama to nadchodząca katastrofa, to koniec cywilizacji białego człowieka"

Dziś znów zabłysnął wypowiedzią, że kazałby rodzić własnej żonie dziecko pochodzące z gwałtu. Ciekawe czy  w ogóle rozmawiał z małżonką na ten temat, czy dopiero dzisiaj z Superaka się dowiedziała, jakie ewentualne plany w przypadku nieszczęścia miałby wobec niej jej ślubny?!

Nie zdziwiłabym się  też wcale gdyby jednakowoż się okazało, że poseł Górski nie ma żony, dlatego tak łatwo mu takie rzeczy głosić!

Bardzo możliwe też, że dzisiaj rano jeszcze żonę posiadał, ale po przeczytaniu tego wywiadu spakowała walizki i uciekła tam, gdzie może decydować o własnej macicy.

Jeśli zaś tego jeszcze nie zrobiła, to sama nie wiem komu bardziej współczuć? Żonie Górskiego takiego męża czy Górskiemu takiej żony?

 

Komentarze (1)
szuka pracy

Najchętniej takiej, w której może pisać. Może być udział w bezpłatnym stażu [a niech tam!].W Warszawie.Chciałaby pracować w redakcji gazety, czasopisma, Tv, radio, Internet.

Nie żartuje.

 

Komentarze (2)
?

Gdy się nie chodzi do pracy żaden dzień nie jest wyjątkowy, ani gorszy ani lepszy. Każdy jest tak samo dobry. Każdy jest wyczekiwanym piątkiem.

Rodzą się nowe rytuały, te z gatunku przyjemnych. Jak poranne wspólne śniadanie z Gepardieu, poranny spacer z psem, joga. To, jak wyglądać będzie ten dzień zawsze zależy tylko ode mnie.

Nie tęsknię za tym, co utraciłam, czego zostałam pozbawiona. A jednak, od czasu do czasu, za plecami czuję oddech własnego strachu przed tym, co będzie potem? POTEM jak skończą sie pieniądze z odprawy, a ja będę bez pracy......

Komentarze (4)
tak się chwalę:)

Będąc starą studentką, choć jak się okazało wcale nie najstarszą,  mam do czynienia z bardzo młodymi ludźmi! Oj tak, niestety doszłam już do tego leciwego wieku, że kolegom z roku mogę powiedzieć: chłopcze, mógłbyś być moim synem!

To są dzieciaki o sześć lata starsze od mojego Tajgera!!!! I mają podobne podejście do życia, tak dla mnie niezrozumiałe. Urodzili się i wychowali w innej Polsce niż ja. Nie ciągną za sobą bagażu kompleksów człowieka z PRL-u; już po liceum biegle mówią po angielsku; mają niesamowicie niezachwiane poczucie własnej wartości i wiary, że mogą wszystko!

A ja? cóż- lata całe minęły zanim uwierzyłam w siebie!

Podejściem do nauki różnimy się diametralnie: ja nie opuszczam żadnych zajęć, w przerwach chodzę do czytelni i  aktywnie biorę udział w dyskusjach. Oni siedzą cicho, jak myszki pod miotłami.Nie wiem dlaczego: czy im się nie chce czy nie mają nic do powiedzenia? Po zajęciach gnam do domu, żeby z kieliszkiem wina i mężusiem u boku odsapnąć w miękkim fotelu, a oni go clubbing!!!W Niedzielę rano zawsze jest słaba frekwencja na wykładach!

 

Za mną dopiero trzeci zjazd, a mnie już otwierają się nowe szufladki na informacje, fizycznie wręcz czuję jak rodzą się szare komórki, tak bardzo złaknione wiedzy!

Mój Gepardieu mówi, że z zazdrością obserwuje jak się zmieniam, jaka jestem szczęśliwa, podniecona i pełna energii! Zazdrości mi, że uczę się tego, co mnie interesuje, co lubię, co rozumiem!

I kto by pomyślał, że mój Księgowy nie był szczęśliwy studiując Ekonomię?????Dałby ktoś wiarę????:P

ps.I wyzywa mnie od kujonów, bo dostałam piątkę z colloquium wstępnego z Historii :P

 

 

 

Komentarze (5)
jak obsługiwałam angielskiego króla...

....a właściwie męża mojego, strasznie chorego. Przez cały zeszły tydzień, ale mnie wydawało się że trwało to miesiąc!

Choroba przyszła nocą z niedzieli na poniedziałek i wywróciła mój ustalony porządek tygodnia. No, nie to, żeby przez 17 lat naszego wspólnego życia nie chorował. Nigdy wcześniej po prostu nie musiałam znosić jego choroby razem z nim przez 24 godziny!A  jest to prawdziwe wyzwanie! Gepardieu potrafi być upierdliwy i męczący, i bez stanu podgorączkowego!

Mój mąż choruje prawdziwie po męsku: przy temperaturze 38 stopni Celsjusza bredził, że chciałby być skremowany, a jego prochy mają być rozsypane nad Wielkim Kanionem albo przynajmniej nad Zakopanem.Nie miał siły jeść kanapek i musiałam mu gotować kaszkę z syropem malinowym. Pilnować, by zażywał lekarstw w odpowiedniej porze i trzymać za rękę, gdy pił gorzki syropek.

Obłożna choroba, kryjąca się pod nazwą: infekcja wirusowa, nie przeszkadzała mu w tym, aby przez cały dzień oglądać TV czy grać na PeEsie Tajgera. Zamiast błogiej i kojącej ciszy miałam w domu rumor silnika wyścigowego samochodu. W wolnych chwilach okupował mi laptopa, Bogu dzięki, że jakoś nie pytał mnie czy wysłałam CV.  Gdyby to zrobił, mogłoby dojść do przesilenia albo nawet po poważnego kryzysu, w jego chorowaniu, rzecz jasna!

W mieszkaniu terroryzował nas zapach Oilbas Oil, którym Gepradieu co godzina skrapiał swoją pidżamę, szlafrok i pościel!

Gdy wychodziłam z domu albo raczej gdy uciekałam z domu pod pretekstem zakupów i nie było mnie dłużej niż 3 godziny wydzwaniał do mnie i pytał kiedy wrócę i zrobię obiad!

Był tak ciężko chory, że normalnie papierka z cukierka nie miał siły odwinąć!

Gdy mu powiedziałam, że już chyba najgorsze za nim i bedzie mógł wyjść z psem na wieczorny spacer od razu dostał gorączki!

Nie mogłam znaleźć sobie miejsca we własnym domu! Jak chciałam w ciszy poczytać włączał mi głośną muzykę. Mówił, że ona go uzdrawia[ Nirvany słuchał!]; gdy ja chciałam posłuchać muzyki to on właśnie wtedy chciał się zdrzemnąć!

Jezuuuuuuuuu, naprawdę pod koniec tygodnia chciałam go ukatrupić!Na spacerze z Pumą patrzyłam na te jędrne i bezlitosne muchomory i.....na szczęście się powstrzymałam, w krytycznych momentach ubierałam się w dresik i biegałam.

Wstyd mi strasznie, ale nic na to nie poradzę ;)

Już teraz rozumiem moją babcię Mysię, która mimo niespotykanej spokojności,  na emeryturze z dziadkiem pomstowała na niego wysyłając go do diabła cztery razy dziennie!

Najgorsze dopiero przede mną?????

;P

 Ps.

Nareszcie SAMA W DOMU!I  mogę wywietrzyć mieszkanie, sprzątnąć uschnięte zasmarkane chusteczki i oglądać Dzień Dobry TVN.

Luzik w ramionkach :)

Komentarze (5)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |